Komedia · 3 min czytania
rozwielitka wojtek
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Śniegi opuszczają tereny mojej posiadłości. Może nie do końca z każdego miejsca odchodzą – jest bowiem obszar srogo zacieniony, dodatkowo bombardowany kilogramami tej białej, zimnej masy przez sąsiada. Sąsiad opróżnia swoje przedgarażowe poletko dokładnie w ten zacieniony obręb. Obrąb? Skutek jest taki że do połowy maja mogę cieszyć się śniegiem i pokazywać tubylcom oraz przyjezdnym ten ośnieżony kącik komentując: „Zobaczcie – prawie jak w dolomitach. Zobaczcie – tarzam się”. Reszta ogrodu jednak zrzuca biały płaszcz dosyć szybko ukazując niezbyt ciekawą powierzchnię podspodnią. Gdybym miał określić kolor powierzchni powiedziałbym: „zwymiotowany szpinak” ale nie pytajcie mnie o kolory – jestem daltonistą. Namawiam kota na wspólny spacer po świeżo odkrytej ziemi. Kot się ociąga, myśli że jednak koc na fotelu jest lepszym rozwiązaniem, ale moje argumenty są silniejsze. Wychodzimy z kotem przed drzwi – stajemy. Kot uważa że popełniam błąd. Ja ruszam przed siebie, zaprzyjaźnione zwierze niechętnie ciągnie się metr za mną. Pokonuję wpierw asfalty – równie nieciekawe wiosną jak zimą. Gdybym kilka miesięcy temu przyjrzał się asfaltom wiedziałbym że miały mniej pęknięć. Nie przyjrzałem się, więc... Wkraczam na drogę której główną treścią są kamienie wbite. Po tych kamieniach należy stąpać lub kroczyć. Postępuje zgodnie z odwiecznymi prawami używania takiej drogi. Kątem oka widzę że kot ignoruje te zasady. Stoję…