Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 7 min czytania

Rupture

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Powiesz mi wreszcie, o co chodzi? Bo zarzuciłaś jakimś fochem i... - Nie zarzuciłam fochem. I o nic mi nie chodzi. – siedziała na przeciwko niego patrząc jak nerwowo chodzi przed ławką i pali papierosa. Jakieś dwa dni temu może by się ucieszyła, że coś go w ogóle ruszyło, ale teraz nie miało to żadnego znaczenia. - A może jednak? Zrobiłaś się jakaś dziwna, jakbyś... - Nie obraziłam się na ciebie. Po prostu... nie wiem czego teraz ode mnie chcesz. I co w ogóle tutaj robię. – znieruchomiał. - No nie. Nie przeginaj. Przecież wiesz! – patrzył jej prosto w oczy. Po chwili wyrzucił niedopałek, podszedł bliżej i położył ręce na ramionach. Nie zareagowała. – Widzisz? Nie taka byłaś... jesteś... - Co? – nie umiała mówić o uczuciach. Nigdy. A już na pewno nie komuś, kogo ledwo znała. – Przecież w ogóle mnie nie znasz. Nie znałeś. Więc skąd możesz wiedzieć... - Ewa... proszę cię, powiedz co się stało... – gdy się poznali i gadali, mogłaby powiedzieć mu o wszystkim. Ale teraz? O nie. Był ostatnią osobą, której mogła teraz ufać. - Nic, mówiłam z tysiąc razy. Chodź, bo moja siostra ciągle dzwoni. Czekają na nas przy pomniku. - Nie skończyliśmy... – machnął ręką.

Siedziała zwinięta w kłębek, tuląc do siebie maskotkę. Te jego smutne oczy... czemu mu nic nie powiedziała? Ha. Proste. Zawsze wydawało jej się, że okazywanie uczuć, zwłaszcza tych pozytywnych i silnych, to oznaka słabości. Zwłaszcza, jeśli nie wiesz na czym stoisz. Z biegiem lat to założenie jedynie bardziej się umacniało i coraz częściej potwierdzało. Tak jak teraz. Zawsze bardziej bała się ludzi, którzy ranili albo mogli ranić, dlatego że kogoś bardzo dobrze znali. Premedytacja była wówczas czymś oczywistym, potrzebny był tylko powód. Ale ludzie raniący nieświadomie potrafią to zrobić boleśniej. I właśnie to zrobił. Teraz, tutaj...

- Wyjaśnisz mi wreszcie, o co nam wtedy poszło? O co chodzi do dzisiaj? Zmieniłaś do mnie stosunek i nie wiem o co chodzi... – teraz się nie wykręci. Jakież to było wszystko żałosne. - Powinieneś wiedzieć... – syknęła wściekle. - Ale nie wiem! – wyprowadzała go z równowagi. Nie mógł znieść całej sytuacji. Kumplowali się do tej pory, wszystko było w jak najlepszym porządku. I z dnia na dzień nagle wszystko się zmieniło. - Powiedz mi, co ty tak naprawdę o mnie wiesz...? – znów zaczynała. - Nie zmieniaj tematu! - Nie zmieniam! Właśnie o to mi chodzi! Mówisz coś, albo myślisz sobie coś, w ogóle mnie nie znając! - Wiesz dobrze, że nikogo nie można do końca poznać. I o czym niby mówię?! – coś powoli zaczynało mu świtać, ale nie był w stanie dokładnie określić, co. - Ale ty nie znasz mnie W OGÓLE, rozumiesz? Nic o mnie nie wiesz! Nic o mojej przeszłości, o moich innych znajomych. Niczego nie wiesz, a mówisz... twierdzisz... – spuściła wzrok. Oddech. Nie powie tego, bo przestałaby kontrolować swoje pięści. - Możesz jaśniej? Masz rację, nie znam twojej przeszłości, ale ona przecież nie jest taka ważna... Nie znam tych ludzi, to fakt, ale mówisz o nich czasem... - Przeszłość nie jest ważna może dla ciebie. Ja nie mówię, że jest najważniejsza, ale to ona nas kształtuje. Rozumiesz? – pokręcił przecząco głową – Gdybyś wiedział... - To mi opowiedz. - Teraz? Mam ci opowiadać? Nie chcesz tego słuchać. To nie jest teraz istotne. – więc o co jej chodziło? Nie rozumiał tego wszystkiego jeszcze bardziej niż zanim zaczęła tłumaczyć. - Nadal nie wiem o co chodzi. - Wkurzyłeś mnie. Powiedziałeś... komuś właściwie dla mnie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%