Fantastyka · 10 min czytania
--[rzeczywistość]--
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
--[rzeczywistość]-- Wybiegł na ulice. Ludzie mu się jakoś dziwnie przyglądali, a może to on przyglądał się im? Hmm zwisało mu to - tak to słowo całkowicie mu odpowiadało powtórzył je w myślach po raz setny i poczuł jak wraca mu humor. Biegł dalej, oczywiście nie wiedział, dokąd zmierza, ale przecież nie oto tu chodziło, chciał tyle rzeczy na raz zrobić i tak wiele pomyśleć, ale myśli, zbyt szybkie nagle się stały, przeszły jakąś przyśpieszającą metamorfozę - ha zaczął się śmiać przyśpieszająca metamorfozę, ale kurwa jestem zabawny ech lubię sobie poprzeklinać; można było powiedzieć, że to była jego pasja takie hobby, na które niestety nie często mógł sobie pozwolić.
Biegł... Minął go smok goniący księżniczkę i ziejący ogromnym czerwonym płomieniem hmm spojrzał na zegarek o tej porze hmm. Dziwne -pomyślał- spóźnił się ech machnął ręką nie pomagając kobiecie, która teraz wypalała się w gorącym oddechu potwora...
Mknął przed siebie przez miasto pełne ludzi bez twarzy, normalnie spacerujących, zajętych swoimi codziennymi obowiązkami, wydawało się, że nie odczuli braku twarzy, że im to nie przeszkadza... Mijał ich z nadzieja, że zobaczy, choć jedno normalne oblicze człowieka - bez skutku...Wszędzie białe maski bez oczu nosa czy ust białe kartki; przestało go to śmieszyć, choć za bardzo się nie zdziwił - już wcześniej ich spotykał, choć zawsze trafiał na kogoś normalnie wyglądającego; machnął ręką nie przestawiając biec.
Machniecie ręki niby magiczny gest sprawiło, że krajobraz z ulicy zmienił się na jakiś ogromny gmach, w którym roiło się od czarnych garniturów hmm on sam zdawał się przywdziać na ta okazje podobny.. Popatrzył na twarze otaczających go ludzi, to, co ujrzał przyprawiło go o dreszcze zaczął nie na żarty się bać, ujrzał, bowiem przebiegłe twarze z szyderczymi jakby przypiętymi uśmiechami i te oczy przenikające na wskroś, wysysające i okrutne... Musiał się wydostać;
Uciekł... Trafił na łąkę normalna zielona łąkę w normalnym miejskim parku, słonce świeciło, niebo miało miły szafirowy kolor... Zwolnił pragnął tu zostać jak najdłużej, zaczął spacerować, minął dziewczynkę na kocyku bawiącą się lalkami podszedł do niej urzeczony niewinnością i delikatnością dziecka.. Cześć!! Jak się nazywają twoje lalki?- Zagaił Dzień dobry mama nie pozwala mi rozmawiać z nieznajomymi wiec proszę odejść - odpowiedziała grzecznie dziewczynka z kapeluszem na głowie nie przestając się bawić. O jaka mądra dziewczynka - pomyślał- pogratuluj mamusi dobrego wychowania -odpowiedział i począł się oddalać.. Nagle poczuł nieodparta chęć odwrócenia się i ponownego ujrzenia tej przemiłej osóbki, miał jakieś dziwne wrażenie ze skądś ją zna, zatrzymał się i z lękiem się odwrócił- na szczęście była tam i nadal bawiła się lalkami... Uspokojony miał już oddalić się, gdy nagle dziewczynka się odwróciła i krzyknęła do niego: Hej proszę pana!! Zaskoczony podszedł do niebieskiego kocyka i z zaciekawieniem popatrzył na dziecko Taak? - Odpowiedział. Nigdy nie byłeś dobrym chłopcem i dlatego dziś dostaniesz lanie i możesz zapomnieć o kolacji! -Z surowością i naganą w głosie mówiła dziewczynka. Ależ mamo przecież to nie ja!!! Przecież wiesz ze nie był bym do tego zdolny mamusiu przysięgam, odrobiłem lekcje i posprzątałem swój pokój - płaczliwie z nadzieją i ufnością małego chłopca odpowiedział. Przestań lamentować!!! Masz być silny zachowujesz się jak twoja młodsza siostra a nie jak dorastający chłopiec, który niedługo założy rodzinę i rozpocznie wielka karierę - z wyraźnym zdenerwowaniem odparła dziewczynka coraz bardziej przypominająca jego matkę. Przepraszam pójdę do swojego pokoju - odwrócił się na pięcie i począł maszerować przez zielona trawę ocknął się; dotarło do niego to, co przed chwila powiedział -cala ta wymiana zdań, nie mógł uwierzyć, odwrócił się
Cała ciepła polanka zamieniła się w jego stary rodzinny dom, ogromny, straszny budynek na przedmieściach...Stał troszkę z boku w pokoju siostry, spojrzał w lustro ujrzał w nim siebie jako ośmioletniego chłopca, z niedowierzaniem zwrócił wzrok na swoją sylwetkę - nadal miał czarny garnitur i niczym nie przypominał tego chłopca w lustrzanym odbiciu.. znufff poczuł dreszcze.. Przed nim stał okrągły stół z starym gramofonem, w głębi łoże, na którym leżała umierająca jego młodsza siostra Veronika.... - Wpadła do przerębli, gdy dwa dni temu byli na lodowisku...On ją tam zaciągnął - pamiętał, pomimo ze wiedział ze lód jest kruchy..... Ale nie zrobił tego specjalnie jak twierdziła jego rodzina.... Nie cierpiał tego słowa "rodzina" być może nawet nienawidził, wyraz ten stał się dla niego synonimem smutku, zdrady, nieufności..Teraz zgromadziła się przy łóżku chorej.... W migotliwym świetle świeczki wyglądali jak upiory czekające aż