Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 7 min czytania

Sahois

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Oto nastała noc Sahois. Noc podczas której zakon przybocznych miłosiernie nam panującego władcy, przerażających i tajemniczych Ścigaczy odprawia swe rytuały. Jego rycerze wypijają magiczny płyn, który na następny rok daje im życie oraz ich moce. Kilku adeptów, którzy przetrwali mordercze szkolenie ostatecznie dokonuje przemienienia swego organizmu i osiąga pełnię potęgi Ścigaczy. Najprawdopodobniej dokonują się tam też różne bluźniercze obrządki, o które zakon jest co i rusz posądzany. Tej właśnie nocy, kiedy chmary dzieci biegają od drzwi do drzwi i są obdarowywane przez dorosłych cukierkami, kiedy we wszystkich oknach stoją palące się, czerwone świece, symbolizujące duchy zmarłych, które w tę noc wracają z zaświatów i spędzają ją z rodzinami… w tę właśnie noc, Lord P wybrał się w pewnej delikatnej sprawie do miasta Hastoorven. P szedł brukowaną ulicą, po obu stronach mijał piętrowe kamienice. Wszędzie wokół unosiła się gęsta mgła, normalna w tym miejscu rzecz, ze względu na bagna otaczające miasto od zachodu. Światło biło od księżyca, który był w pełni i wielu świeczek, pochodni i latarni. Co kilkadziesiąt metrów można było ujrzeć grupki niewielkich osóbek, poprzebierane za wszelkiej maści potwory. Po prawdzie, to niektóre nie musiały się nawet przebierać. Grupki te biegały po domach i gdy ktoś im otwierał, wszystkie chórkiem recytowały ten sam wierszyk.

Ciemna noc i mgła nastały, Z grobów duchy już powstały, Drogi panie nie bądź dzikus, Dziś cukierek albo psikus!

Często były witane śmiechem i otrzymywały łakocie, choć zdarzali się też ludzie, którzy zatrzaskiwali im drzwi przed nosem. Wtedy dzieci malowały głupie napisy na drzwiach, kładły delikwentowi psią kupę na wycieraczce albo rozbijały kilka pomidorów na oknach i uciekały ile było sił w małych nóżkach. Ich radosne śmiechy niosły się po mieście.

P szedł ubrany w długi, ciemny, gruby płaszcz, wojskowe buty i swój ukochany kapelusz z szerokim rondem. Na plecach przytroczony miał długi, prosty miecz. Przy pasku bujały się dwa podobne, tylko krótsze. W koszuli i spodniach miał ukryte jeszcze kilka noży. Duży kołnierz płaszcza postawił tak, by zasłaniał jego głowę. W domu, którym stał się dla niego namiot Skazy nie musiał się ukrywać. Ale wiedział jak reagują na niego ludzie w miastach takich jak to. Wiedział jak wyglądał, dlatego ukrywał się i unikał przechodniów. Jego starania ukryły go przed nielicznymi dorosłymi wyłaniającymi się z mgły, przechodzącymi obojętnie obok i znikających w niej z powrotem. Zawsze tak było. Jednak aż do teraz, P nie miał do czynienia z dziećmi. Poczuł, że ktoś rytmicznie i irytująco pociąga go za płaszcz, jakby jakiś pies wgryzł się w materiał i postanowił iść w dokładnie przeciwnym kierunku, tylko nie mógł przesiłować dwumetrowej postaci z dynią zamiast głowy. P odwrócił się gwałtownie i ujrzał zwartą grupkę pięciu dzieci, które delikatnie cofnęły się i zbliżyły do siebie. Wśród nich znajdowało się dwoje ludzkich dzieci, dziewczynka w stroju wampira i chłopiec w zabawkowej zbroi. Za nimi kryła się mała elficka dziewczynka, która pomalowała swą skórę na biało i doprawiła ciemne cienie pod oczami. Tuż pod nogami P stał malutki krasnolud , z wielkim hełmem opadającym mu na oczy, drewnianym toporem i szkarłatną peleryną. Zaś tym, który ciągnął go za płaszcz, było stojące na czele grupy szczenię wilkołaka,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%