Wróć do katalogu

Sahois

A tak na Hallowen mnie naszło. ^^ Jak ktoś nie czytał rzeczy ze Skazą, to może zdeczka nie zrozumieć.

Ra'kiestaan, opublikowano , 7 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Oto nastała noc Sahois. Noc podczas której zakon przybocznych miłosiernie nam panującego władcy, przerażających i tajemniczych Ścigaczy odprawia swe rytuały. Jego rycerze wypijają magiczny płyn, który na następny rok daje im życie oraz ich moce. Kilku adeptów, którzy przetrwali mordercze szkolenie ostatecznie dokonuje przemienienia swego organizmu i osiąga pełnię potęgi Ścigaczy. Najprawdopodobniej dokonują się tam też różne bluźniercze obrządki, o które zakon jest co i rusz posądzany. Tej właśnie nocy, kiedy chmary dzieci biegają od drzwi do drzwi i są obdarowywane przez dorosłych cukierkami, kiedy we wszystkich oknach stoją palące się, czerwone świece, symbolizujące duchy zmarłych, które w tę noc wracają z zaświatów i spędzają ją z rodzinami… w tę właśnie noc, Lord P wybrał się w pewnej delikatnej sprawie do miasta Hastoorven. P szedł brukowaną ulicą, po obu stronach mijał piętrowe kamienice. Wszędzie wokół unosiła się gęsta mgła, normalna w tym miejscu rzecz, ze względu na bagna otaczające miasto od zachodu. Światło biło od księżyca, który był w pełni i wielu świeczek, pochodni i latarni. Co kilkadziesiąt metrów można było ujrzeć grupki niewielkich osóbek, poprzebierane za wszelkiej maści potwory. Po prawdzie, to niektóre nie musiały się nawet przebierać. Grupki te biegały po domach i gdy ktoś im otwierał, wszystkie chórkiem recytowały ten sam wierszyk.

Ciemna noc i mgła nastały, Z grobów duchy już powstały, Drogi panie nie bądź dzikus, Dziś cukierek albo psikus!

Często były witane śmiechem i otrzymywały łakocie, choć zdarzali się też ludzie, którzy zatrzaskiwali im drzwi przed nosem. Wtedy dzieci malowały głupie napisy na drzwiach, kładły delikwentowi psią kupę na wycieraczce albo rozbijały kilka pomidorów na oknach i uciekały ile było sił w małych nóżkach. Ich radosne śmiechy niosły się po mieście.

P szedł ubrany w długi, ciemny, gruby płaszcz, wojskowe buty i swój ukochany kapelusz z szerokim rondem. Na plecach przytroczony miał długi, prosty miecz. Przy pasku bujały się dwa podobne, tylko krótsze. W koszuli i spodniach miał ukryte jeszcze kilka noży. Duży kołnierz płaszcza postawił tak, by zasłaniał jego głowę. W domu, którym stał się dla niego namiot Skazy nie musiał się ukrywać. Ale wiedział jak reagują na niego ludzie w miastach takich jak to. Wiedział jak wyglądał, dlatego ukrywał się i unikał przechodniów. Jego starania ukryły go przed nielicznymi dorosłymi wyłaniającymi się z mgły, przechodzącymi obojętnie obok i znikających w niej z powrotem. Zawsze tak było. Jednak aż do teraz, P nie miał do czynienia z dziećmi. Poczuł, że ktoś rytmicznie i irytująco pociąga go za płaszcz, jakby jakiś pies wgryzł się w materiał i postanowił iść w dokładnie przeciwnym kierunku, tylko nie mógł przesiłować dwumetrowej postaci z dynią zamiast głowy. P odwrócił się gwałtownie i ujrzał zwartą grupkę pięciu dzieci, które delikatnie cofnęły się i zbliżyły do siebie. Wśród nich znajdowało się dwoje ludzkich dzieci, dziewczynka w stroju wampira i chłopiec w zabawkowej zbroi. Za nimi kryła się mała elficka dziewczynka, która pomalowała swą skórę na biało i doprawiła ciemne cienie pod oczami. Tuż pod nogami P stał malutki krasnolud , z wielkim hełmem opadającym mu na oczy, drewnianym toporem i szkarłatną peleryną. Zaś tym, który ciągnął go za płaszcz, było stojące na czele grupy szczenię wilkołaka,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych