Dom i ogród · 3 min czytania
salvia divinorum
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wszedł we mnie. Wypełnił. Nawet z odległych Rubieży dostawałam informację ,że już go widzieli. Najbardziej zaczynał być wieczorami czubkiem jezyka podnosił włosy od karku do czoła. stawal z tylu i tłumaczył żart . Przyglądałam się w skupieniu jak sobie we mnie radzi. Zaczynało być ciasno. A ja nie stawałam się szersza. Którejś nocy wypłynął po prostu z korzeni drzewa rosnącego w mojej cześci strumienia. W bezwietrzną ,jasną noc rozkładałam szare listki szałwi ,żeby zebrały trochę srebra od księżyca. Salvia Divinorum na wagę złota w tej części mnie. Roślinka nie do zdobycia, nie wydaje nasion. Potrzebna do określenia płci kolejnego dziecka, daty śmierci niewiernego męża, albo najzwyczajniej do uśmiechu między listkami herbaty. Tym razem rozkladałam jej działanie między srebrnymi nitkami księżyca. Alkaloidy uwolnione pełzały jeszcze leniwie po piasku na brzegu wody. Szczelnie zamknął skrzela, otrzepał się z resztek łusek, niezdarnie zaczął pełznąc w moją stronę. Zadowolona patrzyłam na tę przemianę. Łuski pomieszane ze sluzem i piaskiem kiedys się przydadzą do malowania ścian w sypialni. Potężne deja vu z ostrym podmuchem wiatru…