Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Erotyka · 5 min czytania

Sam na sam z tą wyśnioną

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Leżała przed nim całkiem naga. W chwili takiej jak ta, jego chłodny, analityczny umysł skłonny był dopuścić istnienie Boga. Nie pod postacią siwobrodego, dobrodusznego starca, znającego się na konstrukcji wszechrzeczy; tego typu personifikacja nie przychodziła mu do głowy, odkąd poczuł na języku słoność pierwszego komunijnego opłatka. Dopuścić istnienie Boga jako siły sprawczej, porządkującej atomy z sobie tylko wiadomym zamysłem. Na zdrowy rozum przecież podobne temu piękno, skończone w swej definicji, nie mogło powstać samoistnie, nawet jeśli bez niczyjej ingerencji powstały łańcuchy Alp, kwiaty agawy i zaplątane w swoich welonach meduzy. Ktoś musiał się do tego przyczynić. Ktoś lub Coś… Leżała przed nim naga i całkowicie pozbawiona wstydu. Nie było w tej pozie nawet odrobiny wyuzdania, które widywał już u swoich rówieśnic (akademicki żywot upływał mu nie tylko nad książkami; weekendową regułą były suto zakrapiane imprezki w pobliskim pubie, kończące się w pokoju tej lub tamtej; był przecież, choć przestał to już podkreślać, pełnoletni). Nie było więc w jej pozie niczego, co zechciałby swym pędzlem uwiecznić mistrz Monet, nie szczędząc na to farby. Znajdował w niej jednak bezwstyd, wysublimowany, pierwotny i czysty. Podobny malującemu się na twarzach panien w kąpieli, nie podejrzewających, że ktoś może się im przyglądać. Sycił wzrok. Z początku odwracał go bezwiednie; teraz jednak, w miarę upływu czasu, koncentrował go na sinusoidzie jej bioder i owalu białej piersi. Tyle lat… Czy ona wiedziała o tym? Nie od niego przecież; nigdy nie odważył się dać jej tego do zrozumienia, nigdy nie zdobył się mimochodem na jakąkolwiek, doskonale nawet zakamuflowaną sugestię… Czy jednak przeczuwała? Domyślała się, widząc młodzieńcze wypieki na jego policzkach? Czy znała sekretną treść jego myśli i snów? Taka przecież inteligentna. To świadectwo ukończenia gimnazjum, wręczane przy wszystkich jak chlebowy order… Zaraz… czy to nie wtedy widział ją po raz ostatni? Czy to nie w tamten nieszczęsny, piątkowy poranek, ich drogi rozstały się na bez mała dekadę tylko dlatego, że nie miał odwagi zaproponować jej wieczornego kina?! No tak. Wtedy właśnie. To potem zaraz nastały dni, miesiące, lata całe bez niej. Lata, których wolałby nie pamiętać. Czas czynionych sobie każdego wieczoru wyrzutów sumienia. Że nie znalazł śmiałości. Że się nie odważył. A przecież miał…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Sam na sam z tą wyśnioną — czytnik · opowiadania