Sam na sam z tą wyśnioną
Był w stanie tylko na nią patrzeć...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Leżała przed nim całkiem naga. W chwili takiej jak ta, jego chłodny, analityczny umysł skłonny był dopuścić istnienie Boga. Nie pod postacią siwobrodego, dobrodusznego starca, znającego się na konstrukcji wszechrzeczy; tego typu personifikacja nie przychodziła mu do głowy, odkąd poczuł na języku słoność pierwszego komunijnego opłatka. Dopuścić istnienie Boga jako siły sprawczej, porządkującej atomy z sobie tylko wiadomym zamysłem. Na zdrowy rozum przecież podobne temu piękno, skończone w swej definicji, nie mogło powstać samoistnie, nawet jeśli bez niczyjej ingerencji powstały łańcuchy Alp, kwiaty agawy i zaplątane w swoich welonach meduzy. Ktoś musiał się do tego przyczynić. Ktoś lub Coś… Leżała przed nim naga i całkowicie pozbawiona wstydu. Nie było w tej pozie nawet odrobiny wyuzdania, które widywał już u swoich rówieśnic (akademicki żywot upływał mu nie tylko nad książkami; weekendową regułą były suto zakrapiane imprezki w pobliskim pubie, kończące się w pokoju tej lub tamtej; był przecież, choć przestał to już podkreślać, pełnoletni). Nie było więc w jej pozie niczego, co zechciałby swym pędzlem uwiecznić mistrz Monet, nie szczędząc na to farby. Znajdował w niej jednak bezwstyd, wysublimowany, pierwotny i czysty. Podobny malującemu się na twarzach panien w kąpieli, nie podejrzewających, że ktoś może się im przyglądać. Sycił wzrok. Z początku odwracał go bezwiednie; teraz jednak, w miarę upływu czasu, koncentrował go na sinusoidzie jej bioder i owalu białej piersi. Tyle lat… Czy ona wiedziała o tym? Nie od niego przecież; nigdy nie odważył się dać jej tego do zrozumienia, nigdy nie zdobył się mimochodem na jakąkolwiek, doskonale nawet zakamuflowaną sugestię… Czy jednak przeczuwała? Domyślała się, widząc młodzieńcze wypieki na jego policzkach? Czy znała sekretną treść jego myśli i snów? Taka przecież inteligentna. To świadectwo ukończenia gimnazjum, wręczane przy wszystkich jak chlebowy order… Zaraz… czy to nie wtedy widział ją po raz ostatni? Czy to nie w tamten nieszczęsny, piątkowy poranek, ich drogi rozstały się na bez mała dekadę tylko dlatego, że nie miał odwagi zaproponować jej wieczornego kina?! No tak. Wtedy właśnie. To potem zaraz nastały dni, miesiące, lata całe bez niej. Lata, których wolałby nie pamiętać. Czas czynionych sobie każdego wieczoru wyrzutów sumienia. Że nie znalazł śmiałości. Że się nie odważył. A przecież miał…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil somebody_like_you
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…