Kultura · 4 min czytania
Samba de... i co tu wkleić?
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Spędzenie karnawału w Rio – kilkadziesiąt tysięcy złotych ( liczymy oczywiście na maximum wrażeń – I klasa, śniadanie mistrzów itp. ). Wrażenia wywiezione z Brazylii – bezcenne ( za wszystko inne możesz zapłacić kartą Visa bla bla bla…). Dorosły człowiek z pewnością byłby bardzo zadowolony, gdyby dane mu było przeżyć taką przygodę. Codzienne kontakty z szefem/płacenie rachunków/robienie zakupów ( niepotrzebne skreślić ), mogą doprowadzić do szału. Sylwester w najbardziej rozrywkowym mieście świata byłby idealną od tego odskocznią. Młodzież, choć rachunków jeszcze płacić nie musi ( chyba, że za komórkę, ale to się nie liczy ), również dałaby wszystko za taki wyjazd. Jednak czy wszyscy? Podczas tygodniowego wywiadu na temat „Jak młodzież rozumie pojęcie karnawału?”, wyodrębniły się trzy ( 3 ) grupy i to właśnie na nich skupię swoją analizę.
GRUPA I, KUJONKI Krótka charakterystyka: są to osoby, dla których pojęcie „pała w dzienniku” jest równie obce, jak przedostanie się do jądra Ziemi dla Jurija Gagarina. Za nic nie da się ich wyciągnąć na „waksy” ( tzw. przymusowy, najczęściej jednodniowy, urlop od zajęć lekcyjnych ), mimo iż idzie połowa klasy. Najczęstsza odpowiedź na pytanie „Jak rozumiesz pojęcie karnawału?” brzmiała: „Karnawał wywodzi się z łacińskich słów carrus navalis i oznacza wóz w kształcie okrętu” ( pragnę zaznaczyć, że w szkole uczymy się tylko jednego języka i zapewniam was, że nie jest nim łacina, co najwyżej „łacina kuchenna”, ale to już w trakcie zajęć pozalekcyjnych ). Odpowiedź poprawna, trzeba uszanować, bo jak wiemy państwo mamy demokratyczne ( przynajmniej z nazwy ).
GRUPA II, ŚREDNI(A)KI Zdecydowanie lwia część dzisiejszej młodzieży.