opowiadania-pl · 6 min czytania
Samolot
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
W Jakuszycach śnieg leży do maja. Wybrali się tam zatem na śnieżną majówkę. Ona z nartami biegowymi, on jako jej towarzysz. Wiele wody w rzece upłynęło od czasu ich ostatniego spotkania, ale nastała wiosna. A wiosną przyroda budzi się do życia, wszystko wokół rozkwita. Nawet wspomnienia dawno odłożone w ciemny kąt i zasnute warstwą grubego kurzu potrafią wyłonić się z zapomnienia. I tak się stało wtedy. Ona szukała towarzysza, kolegi na wyprawę. On sam nie wiedzieć czemu zgodził się z jej propozycją.
Wsiedli do pociągu do Szklarskiej Poręby, a stamtąd rankiem, po nocy spędzonej w wagonie drugiej klasy Polskich Kolei Państwowych, ruszyli do Jakuszyc - magicznej krainy długiej i śnieżnej zimy. Wiosna, ciepło, na polanie śniegu jak na lekarstwo. Na szczęście dalej, w kierunku schroniska Orle było go więcej. Mogła przypiąć narty i powoli sunąć po resztkach śniegu i lodu, tworzących razem jednolitą warstwę. Była szczęśliwa mogąc znowu zobaczyć swoje ukochane miejsca, świeciło słońce. On maszerował żwawym krokiem tuż obok niej, czasem nieco z tyłu, nie nadążając. Poza tym cisza, tylko oni na szlaku, żadnego innego turysty. O czym myśleli? Czy jeszcze o przeszłości i ich wspólnej bujnej znajomości? Czy może po prostu cieszyli się chwilą, słońcem i wiosenną aurą?
W schronisku zjedli słynne racuchy drożdżowe, na które trzeba było długo czekać. Zupę grochową i kapuśniak. A na deser gorącą czekoladę z bitą śmietaną. Odpoczęli trochę i ruszyli dalej w poszukiwaniu śniegu. Na Samolot. Aby dotrzeć z Orla na Samolot, trzeba mozolnie i długo wspinać się trzy kilometry pod górę. Szli powoli zatrzymując się często, aby napić się, rozejrzeć wokół, zrobić jakieś zdjęcie. Ona często musiała odpinać narty i iść w samych tylko butach biegowych, aby znów przypiąć je na jakimś większym płacie śniego-lodu. Pomiędzy tymi płatami płynęła strużkami woda z resztek zimy, a małe kamyczki lśniły w słońcu. On szedł za nią, zanurzony w myślach znanych tylko jemu. Im wyżej, tym było więcej śniegu. Większa więc była jej radość i mogła sunąć już nieustannie, zbliżając się wciąż do celu, do szczytu. Na miejscu, stanęła nieco zmęczona i rozejrzała się wokół. Zdjęła narty i spojrzała w dal, w dół skąd przyszli. Zamienili kilka słów, w ogóle niewiele mówili od czasu opuszczenia schroniska. Słońce prażyło, zdjęła więc czapkę i wiosenny wiatr rozwiał jej długie, jasne, kręcone włosy. Zamknęła oczy i zanurzyła się we własnych myślach. Cisza, wszechogarniająca i obezwładniająca głusza, nawet żaden szelest jej nie zmącił. W tej ciszy tak głośnej, że aż w uszach szumiało, słychać było tylko ptaki gdzieś w oddali, jak śpiewały cichutko. Ona z zamkniętymi oczami czekała... On podszedł do niej i pocałował ją delikatnie w czoło. Otworzyła oczy, spojrzała na niego nie mogąc odgadnąć jego myśli. Dlaczego to zrobił? Czy jeszcze coś do niej czuł? Czy bronił