Komedia · 4 min czytania
Samotny syf
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
NO PO PROSTU SYF
Jestem sam. Tylko rodzinę mam, ale ogólnie stwierdzam, że jestem sam. Bo w domu to ja mam syf, ot i wszystko. Matka powiedziała, że da mi kasę na studia i mam na nie iść. No to się zapisałem, tam gdzie kolega, bo nie miałem pomysłu na kierunek. Zresztą, ja tam nie mam aspiracji do zostania inżynierem czy magistrem. Do życia wystarczy mi mój kochany sport i duża ilość muzyki... Będę kiedyś gwiazdą. Potem matka powiedziała, że nie wie jak to będzie, że chyba będę musiał sobie na studia zarobić. Dobre sobie, mam pracować, żeby móc się uczyć?! Proszę, ona raczy żartować! A w ogóle, to ja pierdole, rzeczywiście za wczasu przekazała mi tę radosną nowinę. Swoją drogą, przecież moje rodzeństwo, cała piątka, już się nastudiowało i dorobiło swojego, więc sądzę, że jednak mają tę kasę. Im płacili, mnie to już nie chcą... Tak sobie myślę, że może matka chce dać mi nauczkę za to, że nie chcę chodzić do kościoła. Ona jest tak religijna, że nawet nie wiem, skąd jej się wzięła ta choroba. Dlatego ja, dla świętego spokoju owszem, wychodzę, ale kieruję się prosto na cmentarz, żeby porozmawiać ze swoim kumplem. Gościu był świetny, razem założyliśmy kapelę, ale to on był najlepszy z nas wszystkich... Genialnie grał na gitarze, genialnie komponował, jak nic zrobiłby karierę. I w dodatku, skubaniec, dobrze się uczył. Ale, jak to w życiu bywa, to tych dobrych Bóg zabiera jako pierwszych, bo po co Mu tacy jak ja, którzy nawet nie wpadną do Jego chałupy, żeby z Nim pogadać i podziękować za to, że jeszcze żyją?…