Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 5 min czytania

Ściana

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

„Ściana”

Robiłam to od dawna. Nie pamiętam już kiedy to się zaczęło, może tkwiło we mnie od początku, tylko szukało ujścia i jedynie musiałam uświadomić sobie, że wchodzę w życie tamtych z całym natręctwem podglądacza, potajemnego obserwatora. Potrafiłam odróżniać już każdy dźwięk, zgrzyt, skrzypnięcie, ich natężenie i powtarzalność. Teraz ona wstaje, wsuwa stopy w ciepłe kapcie, powłóczy nimi w stronę kuchni, nastawia wodę. On podnosi się ociężale, siedzi przez chwilę na brzegu starej wersalki, opiera głowę na rękach, mierzy się z siłą własnej woli, z koniecznością rozpoczęcia kolejnego dnia. Potem ona przynosi mu kawę – ponownie słychać szuranie drobnych, kobiecych stóp w pokoju. On bierze od niej kubek, kawa jest już posłodzona więc miesza tylko łyżeczką kilka razy, stuka o ścianki, podchodzi do okna, otwiera je by zapalić pierwszego papierosa i popić stęchły dym mocną, czarną kawą z cukrem. Słyszę jak włącza radio, które napełnia małą kawalerkę niezrozumiałym jazgotem, ale pozwala im nie rozmawiać. Nie rozmawiają więc, nie opowiadają sobie snów, nocnych przemyśleń i lęków, planów i nadziei na budzący się dzień. Po prostu obchodzą się ostrożnie, świadomi swojej obecności jak nieuleczalnej choroby. Ona smaży jajecznicę, podczas gdy on idzie pod prysznic. Odgłos spływających po jego plecach stróżek wody wywołuje we mnie uczucie czułości, zwiększa naprężenie mojego ciała, które naraz dopomina się o swoje prawa. Wtedy cała staję się zmysłem słuchu, wstrzymuję oddech i pochłaniam tę ciszę nagiej, męskiej skóry, oklejonej przezroczystą błoną, taflą, pod którą widzę go, lecz nie mogę dotknąć. Po kilku minutach zakręcane kurki wyrywają mnie z odrętwienia. Zapewne obwija ręcznikiem szczupłe biodra i człapie mokrymi stopami przed lustro. Stoi tak przez jakiś czas – najpewniej goli się i bada pobieżnie podkrążone oczy, zarys szczęki, powiększające się zakola, stan uzębienia. Gdybym była niewidzialna, właśnie wtedy chciałabym podejść do niego od tyłu i przylgnąć do ociekających kropelkami, napiętych pleców, wetknąć nos w zagłębienie szyi, otoczyć moimi bezcielesnymi ramionami szeroki tors i zakotwiczyć dłonie na jego piersi, by unosiły się wraz z jego klatką piersiową w rytm oddechu. Wtopiłabym się w niego i zamarła na krótki moment zastanawiając się czy można żyć tak we dwoje jakby się było kimś jednym, jakby ta druga osoba wcale nie stanowiła ciężaru tylko jawiła się jasną smugą w oknie, radosnym podmuchem wiatru, wyzwolonym z gardła krzykiem. Ale przecież…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Ściana — czytnik · opowiadania