Filozofia · 4 min czytania
Sen
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Pokój rozmywał się stopniowo. To było nawet zabawne. Zasypiałam. Zazwyczaj ludzie nie mają świadomości, że zapadają w sen, a ja czułam to bardzo wyraźnie. W chwilę później, tak samo wyraźnie czułam, że jestem już we własnym marzeniu sennym. Z pełną świadomością nierzeczywistości. Tramwaj. Ta dobrze znajoma, niebieska gąsienica, w której spędzam znaczną część życia. I ludzie, którzy są tak blisko siebie, że niejednokrotnie dotykają się ramionami, a jednocześnie tak dalecy. Tak obcy. Szare twarze przestraszone sobą nawzajem... Wszystko to takie znajome... znajome, aż za bardzo. Dlatego dopiero po chwili dotarło do mnie, że śnię o dniu, który właśnie minął. Czyżbym miała go przeżyć raz jeszcze? Mój przystanek. Lubię go. Tak, jak lubię Śródmieście. Szczególnie w majowym słońcu. Czułam się tak pełna energii, że chciało się żyć. I ten kolorowy tłum raczej szczęśliwych ludzi. Pasuję do niego. Jego też lubię. Wiem, że to prawie jednolita masa konsumentów, z rzadka tylko wyrywających się z wyścigu szczurów. Tłum egoistów dostosowanych do świata. Wiem, że też taka jestem... i dobrze mi z tym. Nie potępiam. Ten niewidomy grajek zawsze tu stoi. Nie mogło go zabraknąć i we śnie, który jest tak podobny do codzienności. Boli mnie to. Przeszkadza. To natrętny dysonans zakłócający moje zadowolenie. Ja jestem szczęśliwa, a on nie. Może mu coś dać... wtedy będę w porządku. Lecz... wstydzę się. Zawsze. Ależ to krępujące. Najlepiej wrzucić coś do kubeczka, tak by nikt nie widział... Ale nie dało się. Patrzyli. Mgnienie i już zrobiło się za późno. Wrócić się nie można. To