Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Wojna · 6 min czytania

Sen o drzwiach

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Zbliżał się wieczór. Stałem ledwie cztery kroki od okien, pod którymi od wielu już godzin martwo przesuwały się niczego nie rozumiejące ludzkie masy. Nawet stąd słychać było dobrze chrzęst ich butów, kiedy uparcie szorowali nimi brązowawy bruk. W szyby okien raz po raz uderzały sino-niebieskie śnieżki i rozpadały się szybko w powietrzu, zamieniając się z powrotem w martwo spadający zmrożony śnieg. A jeśli przyleci kamień?

Tuż za mną znajdowały się drzwi. Można było z łatwością przez nie wyjść, jeśli tylko by się tego pragnęło, jednak wcale mi na tym nie zależało. Czego ci z ulicy ode mnie żądali? Porady? Może chcieli usłyszeć ode mnie coś, czego jeszcze nigdy nie słyszeli? Nie rozumiałem tego, a wszystko co przychodziło mi do głowy nie miało żadnego sensu. Czułem tylko, że nie mam ochoty na jakiekolwiek tłumaczenia. Nie chciałem już burzyć umysłów, bo jak sądziłem, niewiele by to zmieniło. Ktoś wziął mnie pod ręce i doprowadził do największego okna. Ktoś inny szeroko je otworzył, wpuszczając do sali wieczorny chłód wymieszany z gniewnymi krzykami zgromadzonych na dole ludzi. Szybko je jednak zamknięto, bo mróz gwałtownie naparł na wnętrze sali. Przez chwilę wszyscyśmy wypuścili z ust kłęby parującego powietrza, co wyglądało trochę tak jakbyśmy zawołali o pomoc.

Rozejrzałem się wokół siebie. Pod ścianami stał rząd drewnianych krzeseł. Zasiedli na nich ludzie, których nie znałem, ale którzy wydawali mi się skądś znajomi. Patrzyli się wszyscy na własne buty i udawali, że nie zauważają dolatujących z oddali do ich uszu, stłumionych nieco przez mury, tępych odgłosów artyleryjskiego ostrzału. Podeszli do mnie moi asystenci i chcieli abym podpisał jeszcze jakieś dokumenty. Jednak nawet nie zdążyli rozsupłać teczek, bo zrozumieli widząc moją minę, że nie jestem w najlepszym nastroju. Odeszli po chwili i stanęli w narożniku sali z dłońmi wsuniętymi w kieszenie.

Atmosfera nieco się uspokoiła. Podano herbatę, nasza gosposia roznosiła ją na srebrnej tacy pomiędzy zgromadzonymi gośćmi, a oni chętnie podnosili małe, urokliwie zdobione fioletowymi ornamentami filiżanki i ledwie upijając z nich drobny łyk, odstawiali je z powrotem na miejsce. Nikt nawet nie spytał o obiad, choć przecież wszyscy wiedzieli, że o dokładnie tej porze zaczynano się zwykle zastanawiać co poda kucharz i rozprawiano nad tym, czy będzie to zapiekane w delikatnej panierce kurczę, czy może wspaniały kapuśniak.

Nagle z hukiem napadnięto od zewnątrz na duże, białe drzwi prowadzące z sali do głównej klatki schodowej pałacu. Rozległy się krzyki, odgłosy szarpaniny. Wszystko to nagle ucichło jak przecięte nożem. Po chwili zagrzmiał odgłos strzału z jakiejś…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Sen o drzwiach — czytnik · opowiadania