Wróć do katalogu

Sen o drzwiach

Czasami człowiek potrafi spisać swoje sny

MarcinKacprzak, opublikowano , 6 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Zbliżał się wieczór. Stałem ledwie cztery kroki od okien, pod którymi od wielu już godzin martwo przesuwały się niczego nie rozumiejące ludzkie masy. Nawet stąd słychać było dobrze chrzęst ich butów, kiedy uparcie szorowali nimi brązowawy bruk. W szyby okien raz po raz uderzały sino-niebieskie śnieżki i rozpadały się szybko w powietrzu, zamieniając się z powrotem w martwo spadający zmrożony śnieg. A jeśli przyleci kamień?

Tuż za mną znajdowały się drzwi. Można było z łatwością przez nie wyjść, jeśli tylko by się tego pragnęło, jednak wcale mi na tym nie zależało. Czego ci z ulicy ode mnie żądali? Porady? Może chcieli usłyszeć ode mnie coś, czego jeszcze nigdy nie słyszeli? Nie rozumiałem tego, a wszystko co przychodziło mi do głowy nie miało żadnego sensu. Czułem tylko, że nie mam ochoty na jakiekolwiek tłumaczenia. Nie chciałem już burzyć umysłów, bo jak sądziłem, niewiele by to zmieniło. Ktoś wziął mnie pod ręce i doprowadził do największego okna. Ktoś inny szeroko je otworzył, wpuszczając do sali wieczorny chłód wymieszany z gniewnymi krzykami zgromadzonych na dole ludzi. Szybko je jednak zamknięto, bo mróz gwałtownie naparł na wnętrze sali. Przez chwilę wszyscyśmy wypuścili z ust kłęby parującego powietrza, co wyglądało trochę tak jakbyśmy zawołali o pomoc.

Rozejrzałem się wokół siebie. Pod ścianami stał rząd drewnianych krzeseł. Zasiedli na nich ludzie, których nie znałem, ale którzy wydawali mi się skądś znajomi. Patrzyli się wszyscy na własne buty i udawali, że nie zauważają dolatujących z oddali do ich uszu, stłumionych nieco przez mury, tępych odgłosów artyleryjskiego ostrzału. Podeszli do mnie moi asystenci i chcieli abym podpisał jeszcze jakieś dokumenty. Jednak nawet nie zdążyli rozsupłać teczek, bo zrozumieli widząc moją minę, że nie jestem w najlepszym nastroju. Odeszli po chwili i stanęli w narożniku sali z dłońmi wsuniętymi w kieszenie.

Atmosfera nieco się uspokoiła. Podano herbatę, nasza gosposia roznosiła ją na srebrnej tacy pomiędzy zgromadzonymi gośćmi, a oni chętnie podnosili małe, urokliwie zdobione fioletowymi ornamentami filiżanki i ledwie upijając z nich drobny łyk, odstawiali je z powrotem na miejsce. Nikt nawet nie spytał o obiad, choć przecież wszyscy wiedzieli, że o dokładnie tej porze zaczynano się zwykle zastanawiać co poda kucharz i rozprawiano nad tym, czy będzie to zapiekane w delikatnej panierce kurczę, czy może wspaniały kapuśniak.

Nagle z hukiem napadnięto od zewnątrz na duże, białe drzwi prowadzące z sali do głównej klatki schodowej pałacu. Rozległy się krzyki, odgłosy szarpaniny. Wszystko to nagle ucichło jak przecięte nożem. Po chwili zagrzmiał odgłos strzału z jakiejś…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych