Psychologia · 4 min czytania
Sen o wolności
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Leżała… zamknęła oczy i oddychała głęboko. Noc złożyła pocałunek na jej ciężkich powiekach. Dzięki niej przeniosła się na dziką, nie odwiedzaną przez nikogo polanę. Była jej za to wdzięczna, bo mogła cały dzień ścigać się z wiatrem, który rozwiewał jej włosy i nieustannie szumiał w żyłach, pompując wielokrotnie szybciej krew. Poddała się całkowicie jego woli, a on przejął kontrolę nad jej ruchami. Za pomocą jej dłoni dotykał kory drzew, odgarniał włosy z czoła, zanurzał palce w chłodnej wodzie potoku. Jej stopami zostawiał ślady na trawie i mchu, a potem porwał ją tak wysoko, jak jeszcze nikomu nie udało się dolecieć. To była ich słodka tajemnica. Wieczorem położyła się na trawie i obserwowała wyłaniające się spośród drzew niebo pełne gwiazd. Dostrzegła odbijające się w nich jej własne marzenia. A one migały do niej porozumiewawczo, wskazując drogę do spełnienia. A potem tańczyła z nimi do rana, bez przerwy, do utraty tchu. Poddając się jej woli wirowały wokół własnej osi i przemieszczały się po całym granacie nieba. Musiały uważać na zahipnotyzowany przez nią księżyc, który bał się o strącenie. I śmiali się wszyscy głośno, a najgłośniej wiatr. Jego śmiech słychać było w każdym zakątku wszechświata. Ja też go słyszałam, wołał mnie. Mnie i tych wszystkich, o których towarzystwo poprosiła go, nie używając słów. Zabrał mnie ze sobą, na skrzydłach snu i przyniósł na jej polanę. Do jej księżyca i jej gwiazd, które są tak inne od naszych. Bo nasze gwiazdy nie tańczą, a księżyc jest smutny. I wtedy wiatr, stał się także…