Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Środowisko · 7 min czytania

Seria niefortunnych zdarzeń - Lemony Snickers.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Seria niefortunnych zdarzeń - Lemony Snickers.

Wczorajszy wieczorny spacer zaprowadził nas (mnie i mojego ukochanego Wybladka – to ten sam, który kiedyś doprowadził do moralnego upadku pewnego forum dla niepoczytalnych, na którym świetnie się bawiłam swego czasu) w kierunku centrum handlowego Arkadia.

Szłam jak ciele za wozem, Wybladek prowadził, miał plan ... niby spacerek tylko, ale z miedzy lądowaniem w Sphinx’ie na piwie. Coś bąknął, że zajrzymy do sklepu i zakupimy nowe firanki. Jednak zaraz po wejściu do sklepu z obrzydzeniem fuknął, że nic mu się nie podoba i na pocieszenie(po nieudanych zakupach) zaproponował piwo.

Wlokąc się przydługą alejką handlową, natknęliśmy się na ochronę taszczącą pod ramiona jednego z klientów centrum. Widzieliśmy takie ekscesy nie raz, z reguły tak reagują klienci po otrzymaniu rachunku przy kasie Carrefoure. Zemdlony klient w wieku ok. 30 lat szorował czubkami butów posadzkę a ochroniarze z wyraźnym wysiłkiem maszerowali z nim ku wyjściu.

Na ten widok, wzrósł nam poziom adrenaliny, jednak kroku nie przyspieszyliśmy. Za to w głośnym wymyślaniu powodów zasłabnięcia byliśmy niedoścignieni. Z niekrytą satysfakcją rejestrowaliśmy spojrzenia mijających nas klientów, do których docierały nasze słowa. A co? Niech wiedzą czym grozi kupowanie w Carrefoure.

Na jakieś pół godziny utknęliśmy w sklepie z przyprawami, gdzie ceny były takie wielkie, że przysłaniały same produkty. Przechadzając się pomiędzy regałami, pomądrzyliśmy się na temat owych przypraw : gdzie i komu byśmy je nasypali. Widocznie za głośno mówiliśmy, bo obsługa sklepu zbiła się w kupkę w rogu sklepu i zalęknionym wzrokiem spoglądała w nasza stronę. Gdy pokazałam Wybladkowi( palcem) na obsługę, postanowił wychodząc zostawić im miłą niespodziankę w postaci wyrafinowanego (zapachowo) bąka, jakiego wyhodował po własnoręcznie skonstruowanej sałatce. Wiem, że docenił rangę sklepu i dał z siebie co miał najlepszego.

Leniwym krokiem sunęliśmy ku wyjściu. Naszą uwagę przykuła postać przypominająca kobietę, siedzącą na ławce i obładowaną zakupami. Zawartość przezroczystych toreb kolidowała z posturą pani. Wypełnione po brzegi chipsami, mrożona pizzą, coca colą, batonami bounty, snickers i twix, bułkami na hamburgery nijak nie pasowały do szkieletowatej postury. Zarzuciwszy kość udową na kość udową, czyli założywszy nogę na nogę, w dłoni zakończonej haczykowatymi wyrostkami (będącymi kiedyś palcami), trzymała butlę napoju „ Zbyszko”. Popijając napój, machało nogą trzeszcząc stawami kolanowymi w rytm muzyki. Dlatego zwróciłam na to uwagę, bo wybladek od jakiegoś czasu marudzi mi, żebym pozwoliła mu taki napój kupić. Staliśmy zadziwieni i czekaliśmy co będzie dalej. Nagle kościste dziwadło (widać wnerwione, naszym wgapianiem się w nią), postanowiło wstać. Pozaczepiało siatki z zakupami na kościste haczyki i szurając butami powlekło się przed siebie. Obrzuciwszy nas (tłuściochów) pogardliwym wzrokiem. Odeszło.

Nagle dostaliśmy olśnienia: musimy zajrzeć do sklepu zoologicznego” kakadu”. Niedawno oglądaliśmy tv i widzieliśmy wywiad z pracownikiem tegoż sklepu. Nie pamiętaliśmy co on takiego ciekawego mówił, zapamiętaliśmy jednak, że facet…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Seria niefortunnych zdarzeń - Lemony Snickers. — czytnik · opowiadania