Biografia · 6 min czytania
Siedząc w fotelu
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Siedziałem w fotelu, który nie wiedzieć, czemu ustawiłem na wprost okna, wychodzącego na ulicę. Przyglądałem się ludziom przechodzącym pod nim. Robiłem to od tak sobie. Większe zainteresowanie wzbudzała we mnie muzyka płynąca cichym nurtem z głośnika. Byłem wręcz zahipnotyzowany jej dźwiękiem. Wpadłszy w jej rytm, wodziłem wzrokiem po chodnikach, przyglądając się im zapalczywie. Jedynymi momentami, gdy tego nie robiłem były ukradkowe łyki herbaty, która stygła powoli stojąc na parapecie. Patrzyłem na widok za oknem, teraz zupełnie inny od tego, który ukazywał się mym oczom, gdy byłem dzieckiem. Kiedyś nie było tutaj parkingu. Pamiętam jak dziś, jak bawiłem się w piaskownicy, która znajdowała się w miejscu gdzie stoi niebieski Volkswagen golf. Nie ma nawet drzew z tamtych lat. Zostały ścięte, nie wiem, z jakiego powodu, chyba żeby zrobić miejsce na parkujące auta. Nic z tego widoku nie przypominało mi o latach młodości, za którymi tak tęsknię. Lecz to nie było już ważne. Teraz nie byłem już chłopcem bawiącym się w piaskownicy, radośnie krzyczącym. Minęły lata beztroski. Smutna trąbka z głośnika przywróciła mnie do rzeczywistości, odganiając te myśli. Pozwoliła się skupić na chwili obecnej, która mimo zmian nie była pozbawiona piękna. Przecież klon rosnący pod moim oknem od lat, nadal rośnie wyglądając jeszcze dostojniej niż kiedyś, nie poddając się niesprzyjającym czynnikom. Raz zarząd pobliskiego urzędu chciał go ściąć jak inne drzewa, ale mieszkańcy się nie zgodzili. Pewnie każdy z nich widział w tym klonie coś innego, coś ważnego. Dla mnie był on obrazem czasu, który przemijał, a zarazem niewzruszoności na czynniki, które uprzykrzały istnienie. W tej chwili, pod tymże klonem stała para zakochanych, których czasem widuję przechadzając się ulicami. Powietrze wokół nich drgało od bijącego żaru ich serc. Właśnie tak wyobrażałem sobie miłość, jako dwoje zakochanych o jednej duszy. Ciekaw jestem czy któreś z nich kiedyś myślało o tym, że to się może skończyć. W końcu nic nie trwa wiecznie. Nic nawet przyjaźń, o tym wiem z własnego doświadczenia. Miałem kiedyś przyjaciela, niestety wyjechał za granicę i zapomniał o przeszłości. Nie pamięta już dróg, które przeszedł, a tym bardziej, z kim. Czasem zastanawiam się czy tęsknię za nim. Po chwili odpowiadam sobie z pełnym przekonaniem, że nie. Przyczyną takiej odpowiedzi jest filozofia, która wyznaję, a która mówi, że za ludźmi się nie tęskni, o ludziach się pamięta. Wątpię jednak by ta para myślała o tym. W końcu nie myśli się o czymś złym w chwilach szczęścia. Takie już jest ludzkie serce. Odpędza wszelkie myśli mogące zmącić radość nim targającą. Zakochani zaczęli odchodzić w sobie znane miejsce. Zaczął…