Przyjaźń · 6 min czytania
Siła miłości
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Był grudniowy ranek. Śnieg mieszał się z deszczem, tworząc ohydną ciapę. Samochody przejezdzały z hukiem, ochlapując wszystkich. Ludzie szli, zgięci wpół, bo dął mocny wiatr. Wokoło wyczuwało się już Święta. Wszędzie, na wystawach roześmiane bałwanki i mikołaje, gdzieniegdzie migały kolorowe lampki. Ona szła pośród tłumu i kolorowych ozdób. Szła wolno, trzymała ręce w kieszeniach czarnej kurtki. Głowę miała spusczoną, a jej długie, czarne włosy rozwiewał wiatr. Szła, omijając kałuże. Jej wysokie, czarnem sznurowane buty oblepiała papka śniegu z deszczem. Ale ona dalej szła. Nie zwracała uwagi na wesołośc i euforię ludzi, którzy cieszyli się na myśl o Świętach. Oglądnęła się do tyłu ale wiatr natychmiast porwał jej długie włosy, tak, że nic nie widziała. - Amelia! - usłyszała. Przystanęła. Poczuła, że ktoś biegnie i nagle złapał ją w pasie. - Co? - odburknęła. - Amelia...proszę...wysłuchaj mnie. - prosił ten ktoś. - Ale tu nie ma o czym rozmawiać. To koniec, Alan. - rzekła dziewczyna. Popatrzyła mu w jego ciemne oczy. - Posłuchaj mnie. Proszę! To nie tak, jak myślisz.... - Alan złapał ją za ramiona. - Nie? Ach, tak? To jak wytłumaczysz tą blondynę, z którą się lizałeś?! No, proszę bardzo! Może mi powiesz, że to ona cię zwabiła? Ze zaciągnęła do kuchni i ci groziła? Przecież to śmieszne! Widziałam co widziałam! I wiem jedno: nie chcę cię znać! - Amelia wybuchnęła płaczem. Stali w małej uliczce. Wokoło nie było nikogo. Tylko ona i on. Chłopak puścił Amelię. Jego spojrzenie stało się zimne. - Kocham cię. Ale widzę, że tobie na mnie nie zależy. Nawet nie chcesz mnie słuchać. No cóż, żegnaj Amelio. I pamiętaj, że zawsze będę cię kochał. - to mówiąc, Alan odwrócił się i pobiegł. Amelia stała jak wryta, ocierając łzy. Czuła się podle, ale była też zła na Alana. Przecież to jego wina! Najpierw zaprasza ją na imprezę, tańczy i całuje się z nią, a gdy ona nie patrzy, ten liże się w kuchni z jakąś sztuczną blondyną. Kochała go. Ufała mu. Ale po tym co zobaczyła, nie wiedziała co robić. Wybiegła i więcej tam nie wróciła. Alan dzwonił, owszem, ale ona nie chciała go znać. A dziś...Dziś, nie chciała go słuchać. Amelia otarła łzy i ruszyła wolno w swoją stronę. Nienawidziła Alana ale w głębi duszy czuła, że...go kocha! Była rozdarta i nie wiedziała co robić. Może powinna była go wysłuchać? Z jej oczu znów popłynęły łzy. Spojrzała w niebo. - Boże, ja mam tylko 14 lat... - wyszeptała. Skręciła i znalazła się przed swoim domem. Jak zwykle nikogo nie było. Wyciągnęła klucz i przekręciła go w zamku. Powitało ją ciepłe powietrze, napływające z wnętrza. Amelia rozebrała się i poszła do swojego pokoju. To był jej azyl. Usiadła na miękkim fotelu i zaczęła…