Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 4 min czytania

„Sinister” reż. Scott Derrickson - Sin

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nie odkryję Ameryki, pisząc, że stworzenie dobrego horroru w XXI wieku jest trudne. A połączenie producenta serii „Paranormal Activity” i reżysera „Egzorcyzmów Emily Rose” już zwiastuje pewnego rodzaju tragedię dla światowej kinematografii, zajmującej się szeroko pojętą grozą. O ile „Egzorcyzmy Emily Rose” były w porządku – być może niekoniecznie dzięki reżyserowi, a aktorom – o tyle seria „Paranormal Activity” ciągnęła się przez kinowe ekrany przez sześć lat (i podobno ma się ciągnąć jeszcze w tym roku), męcząc widza niebieskim „światłem”, samootwierającymi się drzwiami, paniką z niewiadomego powodu i niezamykającą się w jednej części fabułą. Nawiązując do drugiego zdania tegoż akapitu: nic bardziej mylnego. Sam tytuł filmu znaczy w języku angielskim ni mniej, ni więcej, co „złowrogi” bądź „złowieszczy”, „groźny”. Najlepszą rzeczą, jaką zrobili ludzie zajmujący się promocją filmu w Polsce było nietłumaczenie oryginalnego tytułu. Początek filmu „Sinister” nie ciągnie się w nieskończoność, jak, być może, byśmy tego chcieli, ponieważ mamy ochotę poznać całą fabułę filmiku kreowanego na found footage. A jednocześnie pragniemy, by już zakończyły się nasze męczarnie, bo przez pierwszą minutę filmu boimy się, że coś wyskoczy nam spoza kadru i na wstępie posikamy się ze strachu. Rzeczą oczywistą jest to, że filmy amatorskie kręcone na „super-ósemkach” sprzed ‘73 roku są nieme – do „Sinistera” dodaje to wiele dramatyzmu: widzimy, jak ofiary szamoczą się na stryczkach, krzyczą i rzucają się w wodzie, ale nie możemy tego usłyszeć. Pierwsze sceny filmu są dość pospolite. Rodzina, przeprowadzka i pierwsze bum!, po którym bohater odrywa się od pracy i znajduje pudło z filmami. Po ich obejrzeniu zaczyna własne śledztwo z pomocą jednego z policjantów – bohater zamienia się w…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%