Biografia · 5 min czytania
SIOSTRA GRAŻYNA
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Siostra Grażyna.
Było to wiele lat temu, w czasach realnego socjalizmu w Polsce. Byłem po studiach, pracowałem w firmie budowlanej na stanowisku dyrektorskim. Tak przeważnie w przeszłości płacono za pracę (z równoczesnym uściskiem dłoni "towarzysza sekretarza"). W złotówkach było to mniej więcej na zasadzie "wszyscy mamy jednakowe żołądki" a więc była to płaca symboliczna.
Jako niespokojny duch, żądny inżynierskiego postępu - by móc to robić - musiałem być w partii. (jak do tego doszło piszę w "Wspomnieniach z socjalistycznej młodości").
Z kościołem byłem na bakier, ale ponieważ tamta rzeczywistość niczego w zamian nie oferowała, doszliśmy z żoną do wniosku, że córka nie powinna mieć żadnych zawirowań kościelnych z uwagi na "partyjność" swojego ojca. Chodziła jak wszystkie dzieci na religię i do kościoła. Czyniła postępy i wiedzy z katechezy miała coraz więcej aż tu nagle - pewnego dnia - przychodzi zapłakana ze szkoły.
Na pytanie, co się stało, opowiedziała, że tak jak inne dzieci dała katechetce,siostrze Grażynie 115 zł., o które poprosiła w domu w dniu poprzednim. Były to pieniądze na mszalik pomagający w nauce religii. Inne dzieci otrzymały książeczkę a nasza panna nie. Siostra Grażyna powiedziała: - dla ciebie, moje dziecko, nie będzie książeczki. A dlaczego to zapytaj swojego ojca i coś tam jeszcze dodała.
Ten element "dydaktyki" siostry Grażyny wywarł piętno na długie lata i na dalsze zachowania naszej córki. Ciągle miała pretensje o to, że ojciec należał do partii. Nie był to czas na tłumaczenie i jeszcze wtedy nie napisałem "Wspomnień z młodości".
Część 22 / 2
Następnego dnia poszedłem do kościoła parafialnego, gdzie córka chodziła na religie. Odszukałem młodziutkie dziewczątko o imieniu Grażyna i zadałem pytanie:- "dlaczego córka moja nie może kupić książeczki do nabożeństwa?"
Padła odpowiedź: - "dla pana nie ma książeczki i proszę wyjść!"
Jakakolwiek dyskusja była niemożliwa. "Szpiegostwo kościelne" zrobiło swoje. Udałem się na plebanię, gdzie przyjął mnie sędziwy ksiądz - okazało się, że był to "SZEF" księży. Córka cały czas siedziała w poczekalni a ja prowadziłem z proboszczem długą dyskusję.
Na moje pytanie w stylu: - "czy jeśli przed kościołem stoi stół z dewocjonaliami to ja jako osoba anonimowa nie mogę kupić książeczki do nabożeństwa?"
Na to SZEF księży: - "oczywiście