Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 6 min czytania

Sir Alaric i Gniewny Dżin

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Sir Alaric, rycerz o niezłomnym duchu i jeszcze bardziej niezłomnym brzuchu (co było wynikiem jego nieustannej miłości do pieczonej dziczyzny), przemierzał właśnie pustynię na swoim wiernym rumaku, Gniadoszu. Konisko, choć wyglądało na zmęczone, ciągle parskało z entuzjazmem, jakby przeczuwało, że kolejna przygoda jest tuż za horyzontem. A raczej tuż za piaskową wydmą.

Alaric miał przy sobie tajemniczą lampę, którą zdobył podczas ostatniej potyczki z bandą rozbójników. Lampę, jak to zwykle bywa, zamieszkiwał dżin. Nie byle jaki dżin, bo o imieniu Zephyros, który miał tendencję do wybuchów gniewu i przekonanie, że jest najpotężniejszym dżinem w całym wszechświecie. I choć Sir Alaric nie był pewien, czy Zephyros rzeczywiście był tak potężny, to jedno wiedział na pewno: dżin miał niezły talent do pakowania ich obu w kłopoty.

— Zephyrosie! — zawołał Alaric, potrząsając lampą. — Obudź się, stary przyjacielu! Czas na kolejną przygodę!

Z lampy buchnął dym, a z niego wyłonił się Zephyros, wysoki, błękitny i wyglądający na lekko zirytowanego.

— Znowu mnie budzisz? — warknął dżin, krzyżując ręce na piersi. — Właśnie śniłem, że jestem królem wszystkich dżinów, a ty mi to przerwałeś!

— Przepraszam, ale pustynia jest nudna, a ja potrzebuję towarzystwa — odparł Alaric, uśmiechając się pod wąsem. — No i może trochę wody. Albo soku. Albo czegokolwiek, co nie jest piaskiem.

Zephyros westchnął, ale machnął ręką, i w jednej chwili w dłoniach Alarica pojawił się kubek lodowatej lemoniady.

— Dzięki, stary — rzekł rycerz, pijąc z rozkoszą. — Ale wiesz, co by było jeszcze lepsze? Gdybyśmy znaleźli skarb. Albo przynajmniej coś do jedzenia.

— Skarb? — Zephyros uniósł brew. — Znowu te twoje materialne zachcianki. Czy nie lepiej byłoby poszukać czegoś bardziej... duchowego?

— Duchowego? — Alaric spojrzał na dżina z niedowierzaniem. — Zephyrosie, ja jestem rycerzem, a nie mnichem. Duchowe rzeczy zostawiam tym, którzy nie mają miecza i zbroi.

Dżin wzruszył ramionami, ale w jego oczach pojawił się błysk, który Alaric znał aż za dobrze. To był błysk, który zwykle oznaczał kłopoty.

— W takim razie — rzekł Zephyros z uśmiechem — pozwól, że zabiorę cię w miejsce, gdzie znajdziesz zarówno skarb, jak i... no cóż, trochę duchowego oświecenia.

Zanim Alaric zdążył zaprotestować, dżin machnął ręką, i obaj znaleźli się w środku ogromnej jaskini, wypełnionej po brzegi złotem, klejnotami i... dziwnymi, świecącymi posągami.

— Co to ma być? — zapytał Alaric, rozglądając się wokół. — Wygląda jak skarbiec szalonego króla.

— To jest Świątynia Wiecznego Światła — wyjaśnił Zephyros z dumą. — Miejsce, gdzie materialne bogactwo spotyka…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%