Akcja · 8 min czytania
Skarb Von Frontzeka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Był zimny jesienny poranek korony drzew kołysały równomiernie się uderzane nagłymi podmuchami wiatru,budynek na wzgórzu kamieniczka wydawał się ukrywać wśród drzew przed natarczywym lduzkim wzrokiem,był to stary obrośnięty winoroślą dom wybudowany jeszcze przed wojną przez miejscowego dziedzica Hrabiego Von Frontzeka który po wojnie został zesłany do rosji na przymusowe roboty do łagrów podczas wojny szłużył on ze względu na swoją niemiecką tradycje jak i spowodu okazałych rozmiarów jako komisariat ss.Po wojnie w latach sześcdziesiatych budynek został odnowiony i oddany jako liceum dla tutejszej młodzieży.Do zabudowań szkolnych zblizał się pewien barczysty mężczyzna w długim czarnym skórzanym płaszczu i ciemnych okularach szybkim raźnym krokiem wszedł do szkoły przywitało go przyjemne ciepło bijące od szkolnych kaloryferów i wżawa uczniowska rozlegająca się po całej szkole. -no gdzie pan sie pchasz z tymi buciorami niewidzi że swieżo pastowanłam podłoge - skarciła go woźna nieznajomy zakloł coś po rosyjsku pod nosem i ruszył w kierunku schodów wiodących na piętro do sekretariatu przy biurku siedziała tęka kobieta lat około i grzebała coś w papierach -dzień dobry czy zastałem dyrektora - powiedział z nutą nąszalancji w głośie -ależ tak,dyrektor czeka na pana -panie dyrektorze ten pan z kuratorium oświaty właśnie przybył - krzykneła tak aż szyby zadrżały -wejść - rozległ się tubalny głos zza drzwi opatrzonych napisem Marian Zabielski Dyrektor gabinet dyrektora był schludnie urządzony na parapecie stał wazon z pelargoniami na ścianie wisiały portrety poprzednich dyrektorów a w gablotach dyplomy,medale i puchary zdobyte przez uczniów liceum a podłoge zdobił przysłowiowy dywanik dyrektorski chociaż sam dyrektor a pierwszy rzut oka niewydawał się groźny bo i jak on miał wzbudzać respekt człowieczek około 160 cm wzrostu o twarzy bardziej jamnikowatej jedyne co dodawało mu powagi był chyba jego garnitur i niespodziewanie gruby głos jak na taką małą osóbkę. -prosze siadać - zachęcił gestestem wskazując na krzesło stojące pod oknem -więc tak przybył pan tu żeby wdrorzyć nowy pomysł naszego ministra edukacji w życie mógłby mi pan troche go bardziej przybliżyć bo nieznam wszysztkich szczegółów dotyczących tego zagadnienia -ależ oczywiście zostałem oddelegowany tu żeby zająć się nadzorem uczniów oraz żeby uczyć ich wychowania patriotycznego które jak wiemy w tym roku bedzie już zdawane na maturze muj nadzur bedzie polegać na częstych wizytacjach kals podczas lekcji oraz sprawdzaniu przywatnych korespondencji uczniów jeśli tekowe będą miały miejsce i w razie potrzeby interweniować w razie jakiś konfliktów na tle szkolnym -dobrze więc od kiedy pan zaczyna panie kolego,przepraszam niedoszłyszałem imienia -to ja zapomniałem sie przedstawić nazywam się Józef Tałaj a co do mojej pracy chciałbym zajać się tym odrazu -Tałaj a miałbyć Filipow -tak w ostatniej chwili zaszły zmiany personalne a co do mojej pracy chciałbym zajać się tym odrazu -i takich właśnie ludzi nam trzeba panie Józefie co niepatrzą na życie prywatne tylko od razu biorą sie twardo do roboty - dyrektor wstał i uscisnoł dłoń nowemu nauczycielowi -aha i jeszcze jedno musze nosić ciemne okulary bo nabawiłem sie choroby oczu czy to jest u was dozwolony - zapytał zapytał nowo mianowany nauczyciel z nutą nadzieji w głosie -w zasadzie to nie ale ale dla pana zrobimy wyjątek, prosze teraz zejść na dół do pokoju nauczycielskiego i zaznajomić się z resztą naszej kadry. W pokoju nauczycielskim siedziały 3 osoby dwie kobiety i męzczyżna i io czymś zywo dyskutowali -ale ja se wypraszam…