Fantasy · 13 min czytania
Skłócone Królestwa (odc.4)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Kiedy wrócił do zamku wciąż wspominał w myślach tamto spotkanie nad rzeką. Przechodząc korytarzem usłyszał, jak Crato krzyknął coś w jego kierunku, a stojący przy nim dwaj jego kolesie wybuchnęli śmiechem. On jednak szedł jak w transie. Dotarł do swego pokoju, otworzył drzwi i opadł na łóżko. Nie mógł już doczekać się jutrzejszego spotkania. Ona była jak wiosna, która przyszła w promieniach słońca i rozgrzała mu serce. Wiedział, że dla niej zrobiłby wszystko...
Z rozmyślań tych wyrwało go pukanie do drzwi. Zaprosił gościa do środka. Przybyszem był Gladius.
- Snake! Co się z tobą dzieje? Jesteś chory, czy co? - Nie... Nie było mnie w zamku... Co robiliście? - Nic ciekawego, poszliśmy na siłownię a potem graliśmy w karty z Marco i Ferdinaldem. A potem przyszedł Rocco i oskubał nas jak... Zresztą nieważne. Powiedz co ty robiłeś? Gdzie cię nosiło, chłopie? - Byłem nad rzeką... Spotkałem dziewczynę, rozmawialiśmy... Gladius, chyba się zakochałem! - Brawo! – krzyknął wesoło jego kolega – A kim jest twa wybranka? - To piękna i miła dziewczyna. Nazywa się Justyna i mieszka po tamtej stronie rzeki. - Meksykanka?! - zdumiał się Gladius – Snake, chyba nie powinieneś... - Poczekaj, przyjacielu – przerwał mu Snake – Ludzi nie osądza się ani po tym skąd pochodzą, ani też po tym co o nich powiadają. - To prawda... – zastanowił się Gladius – To z pewnością przyjemna dziewczyna i niewiele ma wspólnego z tym całym bydłem z jej kraju. Musisz jednak uważać, by nie zaszkodzić jej i sobie. - Co chcesz przez to powiedzieć? - Wiesz, jacy są ludzie... To nie jest dobrze, ale potrafią być często gorsi niż stado wściekłych wilków. Rozumiesz, co mam na myśli? - Tak Gladius. Dzięki – Snake usiadł na łóżku. - Ja nic nie powiem, ale uważaj i nikomu nie mów o was... Staraj się też, by nie widziano was razem. - Dlaczego? Ja ją kocham i nie obchodzi mnie, co myślą inni - Snake, tak będzie bezpieczniej. Znasz Crato, widziałeś go w akcji a podobno ci z Meksyku są jeszcze gorsi... Nie chcę, żeby to się skończyło źle! - Dobrze, będziemy uważać. Ale wiesz, co ja o tym myślę!
Gladius uśmiechnął się.
- Nie byłeś na obiedzie, nie jesteś głodny? - Chyba tak – zauważył Snake. Jego żołądek dopiero teraz zaczął dawać o sobie znać. - Zanieśliśmy z Hallmarkiem twoją porcję do naszego pokoju. Trochę to zimne, ale da się zjeść. - Dzięki, Gladius. Na tobie zawsze można polegać – ucieszył się Snake i zerwał się na nogi. - A później pójdziemy do baru. Ja stawiam.
Ranek strasznie się Snake’owi dłużył. Na śniadaniu nie mógł usiedzieć na miejscu, a rąbanie drewna też szło mu z oporem. Zdawało mu się, że nie pociętych kawałków pni ciągle przybywało. Wreszcie jednak się z tym uporał, poszedł do pokoju, przebrał się rzucając niedbale ubranie robocze na łóżko, potem niepostrzeżenie wymknął się z zamku. Przynajmniej tak mu się wydawało. Nie zauważył, że w ślad za nim z cienia wynurzył się ubrany na czarno osobnik ze złowrogim błyskiem w oku. Snake’a niosło jak na skrzydłach. Tego dnia również było ciepło, ale wiał lekki orzeźwiający wiaterek. Wreszcie ujrzał drzewo i rzekę, od której odbijał się blask słońca. Przyśpieszył kroku i wkrótce znalazł się w znajomym miejscu. Było tam jednak jeszcze pusto. Rozejrzał się po okolicy, ale w pobliżu nie było żywej duszy. Usiadł więc pod drzewem, wyjął nożyk który nosił przy pasku, wziął kawałek suchej gałęzi i zaczął rzeźbić. Wyszło mu małe serduszko, w którym wyrył imię swej wybranki. Wreszcie zobaczył, że od drugiej strony rzeki ktoś się zbliżał. Był jeszcze na tyle daleko, że nie można było go rozpoznać, ale Snake wiedział, kto to jest. Nie zastanawiając się wskoczył do rzeki. Chłodna woda trochę go odświeżyła i dodała energii. Szybko przepłynął na drugą stronę i wybiegł na spotkanie swej ukochanej. Justyna również podbiegła do niego. Rzuciła mu się na szyję, a Snake ją pocałował.
- Tęskniłam za tobą – szepnęła dziewczyna. - Ja też – powiedział Snake patrząc w jej brązowe oczy – Mam tu coś dla ciebie.
Część 22 / 2
Wyjął ze swoich mokrych spodni drewniane serduszko.
- Ładne... Dzięki, Snake! – ucieszyła się Justyna. - Jesteś sama? A gdzie ta... jak jej tam... Nastasia? - Powiedziałam jej, że chcę zostać z tobą sama. Oczywiście powiedziała, że musi mnie pilnować, ale ja uciekłam przez okno... – roześmiała się. - Jesteś kochana – Snake objął ją ramieniem.
Tymczasem spomiędzy krzaków wystawał ozdobiony spiczastą bródką łeb, szczerząc zęby w uśmiechu.
Kiedy Snake żegnał się z Justyną było jeszcze przed zachodem słońca. Dziewczyna chciała być tym razem wcześniej, obawiając się, że będą jej szukać. Snake szedł wzdłuż rzeki nie wiedząc, że kilkaset kroków przed nim w tym samym kierunku szedł Vincent, zamierzając donieść o wszystkim przełożonym. Śmiał się już na samą myśl o tym, że wreszcie zniszczy Snake’a. Nie było mu jednak dane to zrobić. Nagle drogę zastąpiło mu trzech mężczyzn. Wszyscy mieli czarne włosy i ogniste spojrzenie. Ubrani w czarne kamizelki i szerokie pasy, wyszli z krzaków odcinając mu drogę z obu stron. Jeden z nich był wyższy od pozostałych i miał ciemny, może jednodniowy zarost. Na szyi miał łańcuch z zawieszonym na nim żelaznym krzyżem.
- Stój, psie! – odezwał się do Vincenta. Ten zatrzymał się i sięgnął po miecz. - Zginiesz, meksykańcu! – z dzikim rykiem zamierzył się na napastnika. Ten jednak zrobił szybki unik i miecz Vincenta trafił w próżnię.
Stojący obok niego meksykanin wymierzył mu celne kopnięcie w brzuch i Vincent upadł na ziemię krzywiąc się z bólu.
- To ty zginiesz, padalcu – drugi z napastników miał już zamiar wbić swój miecz w pierś Vincenta, ale mężczyzna z łańcuchem powstrzymał go ruchem dłoni. Splunął na ziemię i zwrócił się do leżącego przystawiając mu koniec miecza do gardła: - Skąd się tu wziąłeś? Co robisz na naszej ziemi? - Używam jej jako kibla, gównojadzie! – w głosie Vincenta było pełno pogardy. - Nienawidzę takich jak ty – powiedział nieznajomy oprawca – zarżnąłbym cię jak wieprza, ale może puszczę cię wolno, jak powiesz mi jedną rzecz... - No? – zaciekawił się Vincent. Pomyślał, że może warto zmienić taktykę i wyjść