Filozofia · 8 min czytania
Smak
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Smak
Konferencja zapowiadała się nudno. Miał ochotę zostać w domu lub przynajmniej powłóczyć się po wąskich uliczkach miasta, wpaść w plątaninę ludzkich głosów, klaksonów, skrzeku gawronów krążących gdzieś nad dachami. Oderwać się od przymusu obcowania z osobami, których napuszone opinie rozejdą się znikomą falą po dużej, klimatyzowanej sali. Nie jemu jednak było decydować o przebiegu tego dnia. Kiedy dotarł na miejsce, spora grupka już zajmowała krzesła, przepychała się oznajmiając wszem i wobec kłamliwe „przepraszam”, „proszę wybaczyć’, „jak miło panią widzieć”, „zdaje się, że będzie interesująco, czyż nie?”. Całe szczęście do dyspozycji był barek, a tam, poszukiwane i wybierane w razie sukcesu poszukiwania, piwo. Poczekał aż „miłe panie” stojące w kolejce odbiorą swoje zielone herbatki czy inny, zbędny według niego płyn, i zamówił kufel jasnego. Wszedł po schodach na górną kondygnację, gdzie szeroki balkon wznosił się nad aulą. Sądził, że nie będzie tam nikogo, może uda mu się nawet zapalić. Mylił się. Już od szczytu schodów dostrzegł opierającą się o balustradę samotną postać. Był nieco zaskoczony, ale nie miał szans otrząsnąć się z tego stanu, który niezwłocznie przeszedł w oszołomienie. Długie, szczupłe nogi wystrzeliwały niemal pod sufit z glanów i śmiesznych podkolanówek w paski. Po plecach dżinsowej kurteczki w niewielkim rozmiarze spływały ciemne, lekko potargane włosy i długi szalik. Dziewczyna spoglądała w dół na mrowie kłębiących się tam ludzi. Obserwowała ich. Gdy usłyszała kroki, bo tak, nie zatrzymał się z obawy, iż będzie to wyglądało nienaturalnie, odwróciła twarz w jego stronę. Jej uroda była wręcz wulgarna, tak jak cały strój, który nosiła. Zrobiło mu się gorąco, choć zaledwie omiotła go wzrokiem. On jednak postanowił, że nie może tak zwyczajnie przejść obok, by dołączyć do tamtych i nigdy więcej już jej nie spotkać. - Cześć. Przyszłaś posłuchać? – zapytał idiotycznie. W tej chwili miał tylko nadzieję, że nie zostanie spławiony jak korowa łupka wrzucona do rynsztoka. Cholera, denerwował się jak dzieciak na klasówce, oczekując na jakąkolwiek reakcję. - Ja tylko patrzę – oznajmiła, nie zaszczycając go spojrzeniem. – Wyszukuję talenty, jeśli wiesz, co mam na myśli – dokończyła wibrującym w uszach głosem. - Jasne – odparł nic nie rozumiejąc. – To chyba dobre miejsce. Kilka utalentowanych preson wśród nas chyba się znajdzie – zaśmiał się głupkowato, co zaraz sobie uświadomił. Wyprostowała się podciągając tułów na barierce i przybliżyła do niego twarz. Poczuł zapach, coś jakby słodycz przemieszaną z goryczą, kwiat orchidei, ulotne doznanie dusznej, kuszącej woni. - Miejsce nie ma znaczenia – wyjaśniła mu, zaglądając wyzywająco w oczy. Gdzieś zapodziało się powietrze i chłód kamiennych murów. Łukaszowi zabrakło tchu. Stojąc tak blisko nieznajomej poczuł pragnienie. Przypomniał sobie raptem o kuflu piwa trzymanym w dłoni. Upił parę łyków, ale wyglądało to się tak, jakby chciał przez to zyskać jedynie kilka chwil, opanować nerwy. - Mogę? – zapytała wskazując na bursztynowy płyn. - Proszę bardzo – wyciągnął rękę, którą ona złapała wraz ze szklanką w swoje dłonie. Przysunęła je do zmysłowych ust jakoby delektując się tą chwilą. Zawstydziła go jej pewność siebie i wrażenie, jakie na nim wywierała. Odsunęła obręcz naczynia i wlepiła spojrzenie w Łukasza. - Naprawdę musisz do nich zejść? – padło nieoczekiwane pytanie. - Muszę. Nigdy nie nawalam w takich sytuacjach – odparł, żałując już w duchu, że przez taką odpowiedź nie doczeka dalszego ciągu jej propozycji. Bo czyż to nie było wstępem do jakiejś oferty z jej strony?…