Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 11 min czytania

Smażenie, czyli jak zostać parabohaterem

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Siedziałam na brzegu krzesła, z niecierpliwością machając nogami, co spowodowało, że nauczyciel spiorunował mnie wzrokiem. No, trudno, nie każdy musi być geniuszem chemicznym. Zapewne mam inne zalety. Ziewnęłam dyskretnie, przewracając stronę w książce do matematyki, douczając się naprędce regułek, które powinnam była powtórzyć dzień wcześniej, ale nie wyszło i tak dalej. Z moim nazwiskiem (na literę Ż, a czemu by nie) zazwyczaj lądowałam na końcu listy. Dziękowałam niebiosom, że żaden miesiąc nie ma trzydziestu dwóch dni, ale w związku z tym nie mogłam się przygotować na konkretną datę pytania, tylko być zawsze gotowa. Przynajmniej nie wykańczało mnie czekanie na straszny moment odpowiedzi ustnej. Dzwonek. Nareszcie! Wyszłam z klasy, patrząc triumfalnie, jak nauczyciel szarpie się z drzwiami klasy. Jolka z taką miną, że sam Jowisz by się jej nie powstydził, rzekła tonem bardzo przemądrzałym: - Może być mu przestała robić na złość, co? Widzisz, jak bardzo się stara, żeby cię wyciągnąć z trói... - ... którą sam mi postawił, to chciałaś powiedzieć? – zdenerwowałam się. - Zresztą, mogłabyś go nic nie obchodzić. Cóż znaczy taka Agata Żywiecka wobec reszty świata. Twoje imię jest powszechnie nieznane – dobiła mnie tym stwierdzeniem. Pewnie, jej szlacheckie podwójne nazwisko pojawia się regularnie w gazetach, bo droga Jolanta wygrywa wszelkie zawody sportowe, czego nie umiem zrozumieć. Może dlatego, że jedynymi sportami, w którym czuję się w miarę dobrze, są brydż (ale sportowy!) i szachy. Cała reszta to dla mnie czarna magia. Nie umiem przebrnąć przez zagmatwane reguły piłki nożnej, a co dopiero zagrać. Biedna wuefistka, od jakiegoś czasu patrzy na mnie martwym wzrokiem i jej spojrzenie mówi „dwója, nie mogę dać więcej komuś, kto nie umie odbić piłki siatkowej więcej niż jeden raz, kozioł kojarzy się mu jedynie z rogatym zwierzęciem, a w skoku w dal osiąga wyniki pięciolatka”. Co roku to samo, wciąż i niezmiennie. Na szczęście ta sama kobieta lituje się pod koniec roku i wspaniałomyślnie wyciąga moją półroczną tróję na czwórkę, bo za każdym razem ronię gorzkie łzy nad moją nieudolnością. Jola tego nie rozumie, bo ona dostaje zawsze szóstki z ogromnym wykrzyknikiem, co w kajecie wuefistki znaczy „przyszła olimpijka”. Zdjął mnie śmiech. Jolka spojrzała na mnie jakbym miała poważne zaburzenia psychiczne. Wytłumaczyłam jej, że myśl o jej kwaśnej minie, gdy wywalczy medal olimpijski uwiecznionej na znaczkach, plakatach i Bóg wie czym, powoduje u mnie wybuch śmiechu, czy to stoję w kolejce, czy karmię psa, czy siedzę na lekcji. Chyba prawdę mówią, że jestem „trzaśnięta”.

***

Wróciłam do domu w marnym nastroju, bo z odpowiedzi na matematyce dostałam trzy plus. Przynajmniej bezpieczna ocena, mogło być dużo gorzej, ale humor zwarzony miałam, to fakt. W ramach poprawy nastroju obejrzałam „Titanica”, ale jak zwykle scena tonięcia spowodowała zwilgotnienie oczu. Co tam trója! Powinnam cieszyć się, że nie poszłam na dno uwięziona w luksusowym okręcie. W takim to nastroju dalekim od wesołości przeczytałam półtora zdania „Pana Tadeusza” (to i tak lepiej niż moja średnia dzienna, która wynosi trzy słowa) i postanowiłam pójść na spacerek. Niestety, psa nie posiadam, a kotek Fujfuj niekoniecznie się nadaje na spacery, więc poszłam sama z myślą, że wstąpię po drodze po Jolkę. Niestety, przyjaciółki nie było – poszła już na zajęcia z japońskiego, a potem na tai-chi czy inną gimnastykę. Tym sposobem odechciało mi się spaceru, rozejrzałam się i mój wybór padł na centrum handlowe, gdzie zaraz się udałam. Podążyłam w kierunku sklepu z zabawkami, gdy moje nozdrza wyczuły swąd spalenizny. Spojrzałam podejrzliwie w kierunku „Nieba w gębie”, ale to chyba nie tam. Od kiedy zmieniono kucharza, już nigdy nic im się nie pali. Nie doszłam do tego sklepu z zabawkami. Na widok toalet pomyślałam, że właściwie mogłabym poprawić sobie oczy. Miałam wrażenie, że cały tusz spłynął mi po policzkach i teraz na mojej twarzy widnieją dwie ciemne strugi. Zapłaciłam złotówkę przy wejściu do toalety (jest taka maszynka jak przy automatach z żelowymi lepiącymi łapkami czy tandetnymi pierścionkami) i przejrzałam się w pękniętym lustrze. Smug brak. Jednak zapach spalenizny wyraźnie się nasilił i przypomniałam sobie, że ostatnie pieniądze wydałam w sklepie z zabawkami na GumŻelkę, która jest o tyle lepsza od tych z automatów, że dłużej się lepi. Z powodu braku funduszy zdecydowałam się na powrót do domu. Niestety, klamka toalety ani drgnęła. Postukałam w drzwi, pomachałam nimi trochę i dotarło do mnie, że niestety jestem uwięziona. Automatycznie wyjęłam komórkę, żeby zadzwonić po mamę – wrzuci złotówkę i będzie po wszystkim. Nie wiem, czy to ja źle ją chwyciłam, czy była to wina wylanego błyszczyku, ale komórka wydała mi się śliska i nim zdążyłam się zorientować, co się dzieje, urządzenie odbiło się od umywalki i uderzyło w podłogę. Mimo prób telefon nie chciał już się uruchomić i się nie dziwię – podłoga lśniła od brudnej wody. Skoczyć z drugiego piętra nie mogłam za Chiny ludowe, poza tym okno nie dało się otworzyć ze starości, a już jakiś czas temu szyby zostały wybite i zastąpione tekturą. Nie będę…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Smażenie, czyli jak zostać parabohaterem — czytnik · opowiadania