Przyjaźń · 5 min czytania
Smells like ten years ago
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Facet siedzący przy ognisku poczuł nagle chłód. Chłód ten nie miał jednak nic wspólnego z grubą warstwą śniegu znajdującą się pod kawałkiem skóry, na którym siedział owy mężczyzna. Było to jakieś wewnętrzne zimno, podobne do tego, które odczuwa się w obecności dementorów. Człowiek rozejrzał się i zauważył stojącą między drzewami postać. Było jednak zbyt ciemno, by mógł dojrzeć, kto to. „Mam nadzieję, że to nie Buka” – powiedział do siebie i zaśmiał się z tego niezbyt dobrego żartu. Postać zbliżała się do samotnego wędrowca. Gdy była już w blasku ognia wędrowiec ze zdumieniem stwierdził, że to faktycznie Buka. Kiedy zdumienie mężczyzny ustąpiło w końcu miejsca strachowi, zimowy stwór zdążył już zgasić i tak ledwo tlący się płomień ogniska. Wędrowiec dawno już uciekłby, gdyby mógł się ruszać. Był jednak sparaliżowany, może zimnem, może strachem, a może jednym i drugim. Buka natomiast stała tuż przed owiniętym w koc facetem i wyciągnęła rękę w stronę jego twarzy. Mężczyzna mimowolnie zamknął oczy, a gdy je otworzył, w pobliżu nie było żadnych stworów, ognisko nie paliło się, a księżyc ustąpił miejsca zimnemu, zimowemu słońcu. Doszedłszy do wniosku, że był to zwykły sen, Pan A strzepnął z twarzy śnieg i wyjął z plecaka śniadanie, składające się z ogromnej bułki i jogurtu naturalnego. Po tym niezbyt obfitym posiłku mężczyzna zapakował koc i kawałek skóry, zastępujące mu tymczasowo łóżko, do plecaka, plecak zarzucił na plecy i ruszył w dalszą drogę. Z racji, że w jego odtwarzaczu MP3 wyczerpały się ostatnie baterie, począł umilać sobie wędrówkę śpiewem.
***
Wracał ze szkoły tą samą drogą co zawsze. Jednak dzisiaj coś było inaczej. Nigdy nie zwracał na to uwagi, ale miał wrażenie, że domy z lewej strony ulicy zamieniły się z tymi z prawej. Nie przejmując się tym zbytnio ruszył dalej. Gdy doszedł do pasów, zauważył kolejną nieprawidłowość, na którą nie dało się nie zwrócić uwagi. Bo przecież nieczęsto można spotkać samochody jeżdżące na dachach. Jednak uczeń ten, czytający dużo fantastycznych książek, ominął i to zjawisko, przechodząc przez pasy i w dalszym ciągu kierując się w stronę domu. Chłopiec postanowił przez resztę drogi skupić się na muzyce wydobywającej się z słuchawek i nie zwracać uwagi na otaczające go dziwy. Udałoby mu się to, gdyby nie fakt, że w miejscu, gdzie zwykle stał jego