Melodramat · 5 min czytania
Smierc i Dziewczyna
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
"Smierc i dziewczyna"
Czas w upalna noc przepycha leniwie wskazowki naprzod,wydaje sie ze stoi,ona tymczasem zasypia w pocalunku jego ramion i juz teskni,za zapachem i dotykiem jego skory... Broni sie przed snem,by w nieswiadomosci nocy nie tracic go na te kilka godzin.W tej jedniej chwili zapomniala o wszystkim,o mezu i dwojce dzieci, o ulozony zyciu,firmie. Postanowila bowiem odebrac tego mezczyzne samotnosci,by kochac go jak najlepiej umiala... Wspomina teraz szczatki chwil gdy ich oczy sie poznaly,fale goraca zalewajace jej cialo i serce trzepoczace w piersi jak sploszony ptak. Byl wysokim mezczyzna o sniadej cerze,kolorze wlosow ptaka nocy,przenikliwym blekitnym spojrzeniu i agresywnych rysach twarzy.Wspomina to podniecenie,ekstaze,goracy strumien miedzy udami gdy jego oczy wbily sie w nia... Czula jak oplata ja,oplywa jej kobiecosc zamknieta w czarnej zwiewnej materi,wlukl po niej tym swoim blekitem,a ona czula w ktore miejsca patrzy,czula ciezar spojrzenia.Patrzyl na nia namietnie od palcow stop w kolorze pozadania,poprzez rozzarzone biora z plynaca prze nie iskra,czula ja sutki zmieniaja sie w twarde okruszki lodu gdy na nich zatrzymalo sie jego lodowe spojrzenie,miesiste usta wypelonione czerwienia,po niespokojne kosmyki wlosow w ktore wpadal wiatr... Wtedy ich spojrzenia sie poznaly,blekitny lod zdawal sie topniec posrod pieknej rozgrzaniej zielonej laki jej oczu... Cisza rozerwana,zawalajacym sie niebem,grzmoty burzy mozgow,wszystko dookola plonelo.... Kurz unoszacy sie tworzyl minimalne trabki powietrzne,wiatr unoszacy wszystkie smieci tego swiata i miotajacy je na kilkanascie metrow. Armagodon wywolany spotkaniem olbrzymich mas namietnoscii pozadania,gdy sie zblizali do siebie nieoderwawszy wzroku,jedno od drugiego,nagle spostregli w sobie dwoje najbardziej samotnych ludzi na swiecie,tkwili w spojrzeniach nic nie mowiac,on w namietnie i w najdrobniejszym szczegole pochlanial kwiatowy zapach unoszacy sie z jej rozpalonego ciala,napelnial nia siebie wdychajac go gleboko,by zapamietac,ukryc go w sobie,gdyby nagle mial ja stracic... Ona utopiona w nimbez oddechu,dusila sie w uscisku jego oczu zatracona w otchlanich morskiego blekitu. Te wlasnie wspomnienia nie pozwalaja jej zasnac,wspomnienia dzisiajszego poludnia,Teraz on spi,a ona wtulona w niego... ale on niespal.Przestraszyla sie,