Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 5 min czytania

Sobotnie śniadania

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Każdego poranka spędzonego w domu na Kokosowej Alei próbowałem podglądać kąpiącą się siostrę Alexa.

Cała powtarzająca się cyklicznie sytuacja stała się niepisanym rytuałem sobotnich poranków, obowiązkowym nakręcaniem zegarka, toczącym się według identycznego schematu. I nawet wyjście po skończonej kąpieli nieodmiennie kończy się posłaniem mi delikatnego uśmiechu, przeznaczonego tylko dla łazienkowego konesera dwudziestoletniego damskiego ciała.

Gdy widzę jej specyficzne krążenie po pokoju z trzymanymi w ręce częściami garderoby, powoli ogarnia mnie świadomość, że już za parę chwil odwiedzi wannę. Niesamowity błysk w jej oczach, towarzyszący pojawiającemu się w myślach pragnieniu. Skorupka przygotowana jest do opadnięcia, gotowa, by odsłonić jej nieskazitelne ciało. Wprawdzie nie powinno mnie to dziwić, przecież wszystkie dwudziestoletnie dziewczyny uparcie próbują wzbudzić przeróżne pragnienia u przyjaciół swoich braci, jednakże proste prawa przyrody w praktyce bywają zadziwiające.

Przekonałem się o tym w urodziny ich matki, kiedy po raz pierwszy weszła do pokoju Alexa, chcąc odebrać od niego telefoniczną słuchawkę. Celowo nie założyła na siebie żadnych spodni, prezentując swoje długie, błagające bezczelnie o dotyk nogi. Jej pozornie nieśmiałe ruchy, mające rzekomo wynikać ze skąpego stroju, były zupełnie niewiarygodne i wtedy odgadłem jej prawdziwe intencje.

Alarmowy dzwonek zaczyna brzęczeć w momencie, w którym opuszcza pokój z suszarką w prawej ręce, co wywabia mnie z pokoju bardziej niezawodnie niż odgłos lejącej się po schodach morelowej wódki. Poruszające się hipnotycznie pośladki porywają za sobą wszystkie błądzące w ich okolicy myśli. Z każdego ich ruchu można wyczytać delikatność kryjącą się pod fioletowym szlafrokiem podwórkowej nimfy, obiektu westchnień wszystkich przestarzałych robotników malujących ściany budynku. Jej wizyty w oddalonym o kilkanaście metrów sklepiku stanowią swoistą ceremonię, związaną nierozerwalnie z krótką przerwą w wymachiwaniu pędzlami kilkanaście metrów nad ziemią.

Zamknięcie drzwi do łazienki i dźwięk przekręcanego ostentacyjnie zamka, próbującego naiwnie stwarzać pozory niedostępności jeszcze nie zmienia mnie w spragnione kopulacji zwierzę, tarzające się po ziemi. Wtedy jeszcze resztki oporów moralnych, związanych z obawą o jej nagłe wyjście, powstrzymują mnie od czynienia…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%