Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Środowisko · 8 min czytania

Solitude

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

SOLITUDE

Solitude było dużym miastem, położonym malowniczo po środku równiny Expectancy. Niektórzy wręcz twierdzili, że nazbyt dużym, bo niepotrafiącym wyżywić wszystkich swoich mieszańców. Otaczająca miasto z południowej strony pustynia nie dawała zbyt dużych możliwości zarobkowych i ograniczała możliwości produkcyjne żywności. Z kolei morze znajdujące się z północy, rzadko było na tyle spokojne, by nieliczne kutry i statki miały możliwość wypłynąć na połów ryb, których ławice kilka razy w roku nawiedzały okolice miasta. Na peryferiach Solitude mieszkali, w byle jak skleconych, pokrytych czerwonym piaskiem ruderach, ludzie o ciemnych twarzach, zapadniętych brzuchach i ciałach przyodzianych w stare, podarte jeansy i T-shirty przysyłane w paczkach przez bogobojne matrony zamieszkujące Nowy Jork, Londyn, Warszawę a nawet dalekie Tokio. W centrum miasta poruszali się ci, którzy mieli szczęście urodzić się w bogatych rodzinach, mających interesy poza granicami kraju, spędzający wolny czas na popijaniu luksusowych win, w luksusowych restauracjach w towarzystwie luksusowych kobiet. Miasto zamieszkiwało też grono szacownych obywateli - socjalistów, którzy twierdzili, że Solitude jest wstanie bez trudu zapewnić godziwe warunki życia wszystkim obywatelom, jednakże kosztem wieżowców, bajecznie drogich samochodów i biznesmenów robiących interesy poza granicami miasta a chodzącymi po jego centrum w wypastowanych na wysoki połysk, ręcznie szytych brogsach, marynarkach od Versacego, z neseserami z wężowej skóry. Powodem problemów miasta nie były jednak marzenia socjalistów o wysokim podatku dla bogaczy, ani nawet bieda często łączona z lenistwem i alkoholizmem, czy rozpustny tryb życia grupy trzymającej władzę i dającej pracę. Była nim wężowa skóra, która nie wiadomo, kiedy stała się najbardziej pożądanym towarem w mieście i kraju. Każda modna i szanująca się kobieta musiała mieć element stroju wykonany z wężowej skóry. Atrybutem mężczyzny były przynajmniej wężowe rękawiczki a dzieci nieposiadające naszyjników i wisiorków z niej wykonanych, traciły w szkołach opinie tych, których rodzice potrafili zadbać o interes i odpowiedni status. Szybko, nie tylko w okolicach Solitude wyginęły wszystkie węże, ale i w krajach po obu stronach oceanu wybijano je tysiącami a ich skóry tonami ładowano na statki i zwożono do wielkich przetwórni, powstających jak grzyby po deszczu na brzegu wyspy. Nowi, świeżo upieczeni biznesmeni, pojawiali się na centralnych ulicach miasta z neseserami z wężowej skóry, w rękach. Policja z olbrzymią starannością strzegła ich bezpieczeństwa otaczając ścisłym kordonem dzielnice slumsów i pałując bezlitośnie każdego, kto chciał się z niej wydostać. Dzięki temu biedne dzielnice tonęły w coraz większych stosach śmieci a bogate w górach wężowych skór. Mieszkańcy rezydencji położonych wzdłuż jedynej rzeki na wyspie, wstawali wcześnie rano, wypijali filiżankę ciemnej, kolumbijskiej kawy, brali swoje neseserki z wężowej skóry w ręce i czarnymi limuzynami podążali do pracy. Tam czekały na nich sekretarki wchodzące do ich pokojów z kolejną filiżanką kawy, zamykając za sobą drzwi i nie rzadko spuszczając w dół, wzdłuż niezwykle zgrabnych nóg, swoje niezwykle krótkie spódniczki. Potem wychodziły z gabinetów, zamykały za sobą drzwi i siadały do komputerów rozcierając udami lepką maź spływającą im po niezwykle zgrabnych nogach. Solitude nie było wyjątkiem i tak jak w większości miast świata, gros jego obywateli nie stanowili ani nieprzyzwoicie bogaci biznesmeni, ani beznadziejnie biedni

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Solitude — czytnik · opowiadania