Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 9 min czytania

Somewhere

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Sądzę, że każdy może podstawić w tytuł swoje własne miejsce na świecie :) niekoniecznie jedno miasto.

Zmiany narratora i czasu są zamierzone, choć może to trochę kołować. Pozdrawiam

___________

Siedziałam przy oknie wypatrując spełnienia swoich marzeń w mglistym wieczorze stycznia. Płomień świec kołysał cieniami po zimnych ścianach, ale to nie one zwróciły moją uwagę. Ciemną otchłań nieba przecięła jasna wstęga. Zapatrzyłam się w niknące światło samolotu i niecierpliwie poruszyłam na parapecie. Zrzucone pudełko leżało na dywanie ginąc w ciemności. Schyliłam się po nie, prawie zsuwając ze śliskiej powierzchni parapetu. Szeleszczące listy pachniały starością. Były szorstkie. Rozejrzałam się ze zdziwieniem po pokoju, gdyż dotarło do mnie, że nie są moje. Kto mógł je zostawić? W tym momencie jedna ze świeczek zgasła, a biały dym uniósł się w czarne powietrze. Westchnęłam i przysunęłam kartkę do pozostałych płomyków. Zawiłe pismo było trudne do odczytania w półmroku, ale zrozumiałam, iż to własność mojej długo nieżyjącej prababci. Z pewnym zastanowieniem z jednej strony, a zwykłą ciekowością z drugiej, zaczęłam czytać. Z listu dowiedziałam się właściwie niewiele. Linijki zapisane były pospiesznie skleconymi, niestarannymi zdaniami. Ale miały w sobie jakąś pogodę ducha, która sprawiła, że przeszły mnie dreszcze. Moją uwagę zwróciła powtarzająca się nazwa miasta. Prababcia wypowiadała się o nim w samych superlatywach, wspominając kilkakrotnie w stosunkowo niedługim liście. Zachwyciłam się tutejszym klimatem. Romku, wierz mi, Somewhere to jedyne, najwspanialsze miejsce na Ziemi! Czuję się, jakbym była stworzona po to, aby je zobaczyć! Zwłaszcza ostatnie zdanie utkwiło mi w pamięci i wywołało nieprzyjemne odczucie. Złożyłam liścik chowając do pudełka. Jeden płomień oświetlił szybę. Zaczął padać śnieg.

Wysiadłam z taksówki i zatrzasnęłam głośno drzwiczki. Rozejrzałam się dookoła. Senne popołudnie ogarnęło całe centrum miasteczka, przez co stałam na zupełnie pustej ulicy. Odchyliłam do tyłu głowę i westchnęłam. Co ja tu robiłam? Jakim cudem znalazłam się w Somewhere? Porzucając wszystko, postawiłam całe życie na jedną kartę. Ale właściwie co porzucałam? Dżdżyste wieczory, samotne poranki i zawiłe drogi poszukiwania czegoś więcej? W takim razie nie żałowałam niczego. Przeżywszy dwadzieścia dwa lata życia, wciąż szukałam swojego miejsca. Jeśli nie znalazłam go w Poznaniu, ani nawet Polsce, może to tu, w pięknych Włoszech znajdę swoją drogę? Wcisnęłam pięści do kieszeni swojej dżinsowej kurtki i pomaszerowałam wolno w górę uliczki. Sama nie wiem, jak trafiłam w to miejsce. Nie podejmuję decyzji pochopnie, mimo, że Somewhere wciąż chodziło mi po głowie. Minął miesiąc, potem drugi i zdałam sobie sprawę, że nie mam po co, przedłużać oczekiwania na surowe postanowienie. Spakowałam się, uzbierałam pieniądze i pożegnałam Polskę spojrzeniem zza okienka samolotu. Może wyruszałam w przygodę swojego życia, jak banalnie mówi wiele osób. Może próbowałam urozmaicić sobie czas, a może… Może miałam wrażenie, że w Somewhere czeka na mnie coś dobrego? Czyżbym była, podobnie jak prababcia stworzona po to, aby je zobaczyć? Rozglądając się w poszukiwaniu informacji turystycznej, nieco się rozczarowałam. Jednak próbując nie oceniać książki po okładce, z werwą zapukałam w szybę kiosku. Okazał się zamknięty. Po kilku minutach dojrzałam niebieską tabliczkę Tourist information. Na drzwiach wisiała kartka oznajmująca, iż w godzinach 13:00-14:30 wszystkie urzędy miejskie i instytucje są zamknięte. Zawiedziona prawie godzinnym czekaniem, przysiadłam na ławce obok i pogrążyłam w rozmyślaniu. Coś od środka podpowiadało mi, że robię źle. Moje postępowanie pozbawione było logiki i sensu. Ale może tego potrzebowałam. Przeżyć coś innego. Znaleźć odpowiedź – jak ja właściwie mam żyć, co robić. Próbowałam medycyny – bezskutecznie. Po dwóch latach studiów dotarło do mnie, że to po prostu nie dla mnie. A przez ostatni rok obijałam się o kartonowe ściany życia. Trochę pracowałam, więcej nic nie robiłam. Jedynym zajęciem było intensywne myślenie – co dalej, co dalej, co dalej…? I nagle odnalazły się prastare, babcine listy. Czyżby to one były znakiem, który miałby poprowadzić mnie przez życie?…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Somewhere — czytnik · opowiadania