Wróć do katalogu

Somewhere

Gdzieś, gdzie znajdujemy swoje własne miejsce na świecie.

zaszumiał-wiatr, opublikowano , 9 min czytania, 3,4 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Sądzę, że każdy może podstawić w tytuł swoje własne miejsce na świecie :) niekoniecznie jedno miasto.

Zmiany narratora i czasu są zamierzone, choć może to trochę kołować. Pozdrawiam

___________

Siedziałam przy oknie wypatrując spełnienia swoich marzeń w mglistym wieczorze stycznia. Płomień świec kołysał cieniami po zimnych ścianach, ale to nie one zwróciły moją uwagę. Ciemną otchłań nieba przecięła jasna wstęga. Zapatrzyłam się w niknące światło samolotu i niecierpliwie poruszyłam na parapecie. Zrzucone pudełko leżało na dywanie ginąc w ciemności. Schyliłam się po nie, prawie zsuwając ze śliskiej powierzchni parapetu. Szeleszczące listy pachniały starością. Były szorstkie. Rozejrzałam się ze zdziwieniem po pokoju, gdyż dotarło do mnie, że nie są moje. Kto mógł je zostawić? W tym momencie jedna ze świeczek zgasła, a biały dym uniósł się w czarne powietrze. Westchnęłam i przysunęłam kartkę do pozostałych płomyków. Zawiłe pismo było trudne do odczytania w półmroku, ale zrozumiałam, iż to własność mojej długo nieżyjącej prababci. Z pewnym zastanowieniem z jednej strony, a zwykłą ciekowością z drugiej, zaczęłam czytać. Z listu dowiedziałam się właściwie niewiele. Linijki zapisane były pospiesznie skleconymi, niestarannymi zdaniami. Ale miały w sobie jakąś pogodę ducha, która sprawiła, że przeszły mnie dreszcze. Moją uwagę zwróciła powtarzająca się nazwa miasta. Prababcia wypowiadała się o nim w samych superlatywach, wspominając kilkakrotnie w stosunkowo niedługim liście. Zachwyciłam się tutejszym klimatem. Romku, wierz mi, Somewhere to jedyne, najwspanialsze miejsce na Ziemi! Czuję się, jakbym była stworzona po to, aby je zobaczyć! Zwłaszcza ostatnie zdanie utkwiło mi w pamięci i wywołało nieprzyjemne odczucie. Złożyłam liścik chowając do pudełka. Jeden płomień oświetlił szybę. Zaczął padać śnieg.

Wysiadłam z taksówki i zatrzasnęłam głośno drzwiczki. Rozejrzałam się dookoła. Senne popołudnie ogarnęło całe centrum miasteczka, przez co stałam na zupełnie pustej ulicy. Odchyliłam do tyłu głowę i westchnęłam. Co ja tu robiłam? Jakim cudem znalazłam się w Somewhere? Porzucając wszystko, postawiłam całe życie na jedną kartę. Ale właściwie co porzucałam? Dżdżyste wieczory, samotne poranki i zawiłe drogi poszukiwania czegoś więcej? W takim razie nie żałowałam niczego. Przeżywszy dwadzieścia dwa lata życia, wciąż szukałam swojego miejsca. Jeśli nie znalazłam go w Poznaniu, ani nawet Polsce, może to tu, w pięknych Włoszech znajdę swoją drogę? Wcisnęłam pięści do kieszeni swojej dżinsowej kurtki i pomaszerowałam wolno w górę uliczki. Sama nie wiem, jak trafiłam w to miejsce. Nie podejmuję decyzji pochopnie, mimo, że Somewhere wciąż chodziło mi po głowie. Minął miesiąc, potem drugi i zdałam sobie sprawę, że nie mam po co, przedłużać oczekiwania na surowe postanowienie. Spakowałam się, uzbierałam pieniądze i pożegnałam Polskę spojrzeniem zza okienka samolotu. Może wyruszałam w przygodę swojego życia, jak banalnie mówi wiele osób. Może próbowałam urozmaicić sobie czas, a może… Może miałam wrażenie, że w Somewhere czeka na mnie coś dobrego? Czyżbym była, podobnie jak prababcia stworzona po to, aby je zobaczyć? Rozglądając się w poszukiwaniu informacji turystycznej, nieco się rozczarowałam. Jednak próbując nie oceniać książki po okładce, z werwą zapukałam w szybę kiosku. Okazał się zamknięty. Po kilku minutach dojrzałam niebieską tabliczkę Tourist information. Na drzwiach wisiała kartka oznajmująca, iż w godzinach 13:00-14:30 wszystkie urzędy miejskie i instytucje są zamknięte. Zawiedziona prawie godzinnym czekaniem, przysiadłam na ławce obok i pogrążyłam w rozmyślaniu. Coś od środka podpowiadało mi, że robię źle. Moje postępowanie pozbawione było logiki i sensu. Ale może tego potrzebowałam. Przeżyć coś innego. Znaleźć odpowiedź – jak ja właściwie mam żyć, co robić. Próbowałam medycyny – bezskutecznie. Po dwóch latach studiów dotarło do mnie, że to po prostu nie dla mnie. A przez ostatni rok obijałam się o kartonowe ściany życia. Trochę pracowałam, więcej nic nie robiłam. Jedynym zajęciem było intensywne myślenie – co dalej, co dalej, co dalej…? I nagle odnalazły się prastare, babcine listy. Czyżby to one były znakiem, który miałby poprowadzić mnie przez życie?…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych