Opowiadania.pl · 7 min czytania
Spełnienie poety
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Znienawidzona banda bachorów – uczniów gimnazjum, w którym pracuję, jako polonista – wpatrywała się we mnie wzrokiem osiedlowych bandytów, którymi część z nich zapewne była. Tępe głowy, potrafiące napisać i przeczytać jedynie skrótowiec „HWDP” na ścianie. Ciekawe, czy któryś z nich wie, co oznacza słowo „skrótowiec”? Nienawidzę tej pracy. Nie potrafię się zmusić, by wydusić cokolwiek z tej szarej, osiedlowej masy. Oni nienawidzą mnie tak samo, dobrze, że nie próbują mnie zastraszyć. Miałbym wtedy twardy orzech do zgryzienia.
Na każdej lekcji to samo – czytam im coś z literatury polskiej czy światowej, bezowocnie starając się wpompować w ich głowy minimum programowe, a w myślach szukam pogrążam się w rozpaczy nad niesprawiedliwością losu. Czekam na dzwonek. Nie na ten oznaczający koniec lekcji, ale na ten, zamykający parszywy etap świeżo upieczonego absolwenta polonistyki – nauczyciela „1000 zł brutto” z gimnazjum pośrodku betonowego bezsensu. A jednak czuję, że dzisiaj coś się wydarzy. Coś, co zmieni moje życie. Dzwonek oznajmiający koniec lekcji tylko utwierdza mnie w tym przekonaniu.
Zrobić zakupy, powiedzieć „dzień dobry” sąsiadce, która z bocianiego gniazda na pierwszym piętrze bloku, w którym mieszkam, czujnym okiem lustruje okolice. Zamknąć się w swojej betonowej celi w betonowym więzieniu. I jedna rzecz, która daje mi trochę radości każdego dnia – sprawdzanie skrzynki na listy. Prowadzę korespondencję z kilkoma osobami z Kanady, szlifując swój angielski i francuski. Błysk kluczyka w zamku blaszanej skrzynki i już trzymam pachnącą świeżością kopertę w ręku. Dziwne. Nie ma adresu nadawcy, a po drugiej stronie polski znaczek zamiast kanadyjskiego. Pewnie tym razem przyjdzie mi czytać fascynującą ofertę kredytową jednego z pobliskich banków. Nie zastanawiając się dłużej, poszedłem do swojego mieszkania. Rozparcelowałem zakupy na odpowiednie półki i zapaliłem gaz pod wczorajszą zupą. Czekając na posiłek rozsiadłem się w fotelu i postanowiłem otworzyć kopertę – jeśli warunki kredytowe będą dobre może kupię sobie wreszcie nową pralkę. Rozerwałem kopertę i zacząłem czytać:
{i}„Drogi Panie K.,
Część 22 / 2
Z przyjemnością zawiadamiamy, że wydawnictwo „Mysterion” jest zainteresowane wydrukowaniem tomiku poezji „Pośród kwiatów leży tajemnica”, którego jest Pan autorem. Jeśli jest Pan gotów podjąć współpracę, uprzejmie proszę o przesłanie całego materiału na adres...”{/i}
Przyznam, że list ten wprawił mnie w osłupienie. Co prawda napisałem kilkadziesiąt wierszy i wymyśliłem dla nich roboczy tytuł, ale nie wysyłałem ani nie pokazywałem nikomu żadnego z nich. Sam list też miał ciekawą formę. Brakowało podpisu, a podany adres składał się z numeru skrzynki pocztowej w mieście, w którym nigdy w życiu nie byłem. Przejrzałem szybko zamkniętą na klucz szufladę, w której trzymam rękopisy – wszystkie leżały na swoich miejscach i nie zauważyłem śladów włamania. Postanowiłem odłożyć na później myślenie o tym interesującym liście i zająłem się obiadem. Następnie sprawdziłem kilka prac klasowych na temat „Motyw rozstania w literaturze powojennej”, po czym kompletnie załamany poszedłem spać.
Następnego dnia, sam nie wiedząc, po co to robię i na co liczę, zapakowałem…