Horror · 6 min czytania
Spełnione życzenie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Zaczęło się już ściemniać, kiedy Amanda Hosz weszła na cmentarz pewnym, lecz nieco nerwowym krokiem. Dozorca jeszcze tam był. Dostrzegła go przechadzającego się jak cień między grobami; całego ubranego w czerń, jak gdyby sama ponurość pracy tutaj nie pozwalała mu na używanie w swoim życiu innych kolorów. Przez ułamek sekundy napotkała jego spojrzenie, ale zaraz potem odwrócił głowę i udał się w przeciwnym kierunku, wkrótce znikając z zasięgu jej wzroku. Szła po miękkiej, namokniętej od deszczu ziemi, wyścielonej pożółkłymi liśćmi. W powietrzu unosi się mdły zapach zwiędłych kwiatów i...śmierci. To niesamowite, ale na cmentarzu śmierć jest niemal namacalna. Prawie możemy ją zobaczyć i spojrzeć w czarne jak węgiel, zachłanne życia oczy. Prawie możemy dotknąć jej zimną, szkaradnie powykręcaną od zadawania ludziom cierpienia dłoń. Dziś zapach śmierci był szczególnie intensywny, zwłaszcza dla Amandy, która ocierała się o nią niejednokrotnie poprzez liczne próby samobójcze. Jeszcze do teraz miała na szyi i rękach grube blizny; znamiona kruchości, które nigdy nie miały zniknąć z jej ciała. Po bladych policzkach dziewczyny popłynęły perliste krople. W końcu doszła do miejsca, do którego zmierzała. Uklękła przy grobie, brudząc przy tym kolana lekko przetartych niebieskich dżinsów, po czym otarła policzki z łez, wpatrując się w zdjęcie matki i myśląc o miejscach i momentach swojego życia. - Dlaczego mnie opuściłaś? Żadnej odpowiedzi. Jedynie martwe spojrzenie orzechowych oczu ze zdjęcia. - Czasami mam ochotę umrzeć - szeptała Amanda, usilnie próbując nie wybuchnąć płaczem. - Chciałabym odejść z tego świata, żeby móc być z tobą. Ktoś roześmiał się za jej plecami. Odwróciła się i zobaczyła stojącego tuż za nią dozorcę. Nie widziała jego twarzy, jedynie nos i oczy, reszta zasłonięta była szalikiem i grubą wełnianą czapką. - Nieuważnie wypowiadasz życzenia, młoda damo - powiedział i chyba się uśmiechnął, o czym świadczyły jego oczy, zdające śmiać się w pełni drwiąco. Głos miał niski i suchy, jakby zmieniony przez jakąś chorobę, przez którą nigdy nie przestawał męczyć go kaszel. Ale oczy, to właśnie one zwróciły jej największą uwagę. Były takie tajemnicze i głębokie. Czuła, że gdyby patrzył na nią zbyt długo mógłby sięgnąć do każdego zakamarku jej duszy. Jak gdyby znał ją od zawsze. - To bardzo nieostrożne z pani strony - starał się tłumaczyć dozorca, lecz ona wyczuwała w tym kpinę. - Wykazuje pani brak rozsądku. Spojrzała na niego ze zmarszczonymi brwiami, pełna bólu, złości i jednoczesnego zaciekawienia.…