Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

kariera · 6 min czytania

Sponsor wieczoru

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Czy mogę zobaczyć Pana zaproszenie? – spytała hostessa przepasana szarfą z logo, którego nie kojarzę. - Dziękuje – usmiechnęła się profesjonalnym uśmieszkiem, a koleś, ubrany - jak na ochronę przystało - w marynarkę z przykrótkimi rękawami, wykonał odgarniający gest lewą reką. Poczułem się zaproszony. I co my tu mamy...? Prezentacje sponsorów złotych, srebrnych, brązowych i towarzyszących, kucharza w wielkiej czapce przy dymiącym grillu, żeński kwartet smyczkowy, początkujacy zespół prestidigitatorski, dwóch, lekko już zawianych, angoli, Bwanę Kubwę - specjalistę najwyższej klasy z Konga (a może tez z Angoli?), właściciela kancelarii prawnej z asystentką o wyglądzie wskazującym na niedawne załamanie nerwowe, wino hiszpańskie, dużo uśmieszków, hostessy przepasane szarfami z logo, którego nie kojarzę...tak, trzeba przyznać, że taki coctail w ogrodzie, to całkiem miły pomysł na ciepłe wrześniowe popołudnie. Mam jakieś dwie godziny, poszwędam się tu trochę zanim wyjdę i spotkam braci Sokołowskich. Odbierze mnie Roberto. Może nawet przyjedzie trochę wcześniej. Oho! Jest i Jola... – Cześć – Noooo czeeeeść....., jak miło Cię spotkać – popis trylowania, przy którymj skowronek pada jak mucha. Jola pochodzi z Łomży (a może z Piły?), waży jakieś 140 kilo, poci się w sposób widoczny i zajmuję się pozyskiwaniem sponsorów do nowego projektu, przy którym aktualnie pracuje. Znam ją od czterech lat i ciągle to samo. Projektem zainteresewony jest oczywiście wyłącznie Top Management, który to Top Management nie jest w ogóle zainteresowany niczym innym niż tylko projektem Joli. Ale jest pewna zmiana. Jola od ostatniej rozmowy zdążyła przyswoić sobie nowe słówko: hajend. I teraz projekt, nad którym aktualnie pracuje jest projektem hajendowym. Trzeba przyznać, że waleczna jest, dobrze wie, że ze mną nic nie wskóra, ale po raz piąty próbuje wcisnąć mi broszurę swojego hajendowego projektu. Biorę po raz piąty. – A wiesz, bardzo lubię tu przychodzić, mają tu fantastyczny szpinak – trylu trylu. Jaki szpinak, Jola, chyba boczek? Oczywiście nie mówię tego głośno, ale idziemy na szpinak. Komórka. Moja. Roberto! Dzięki wybawco! Jola, w międzyczasie namierza kolejnego potencjalnego sponsora i – oczywiście, żeby mi nie przeszkadzać w rozmowie – grzecznie oddala się w jego kierunku. Roberto trochę się spóźni. No trudno. A, spróbujemy tego hiszpańskiego winka. Angole, zawiani już zdecydowanie, przestali bełkatać tylko gapią się powłóczyście na hostessy. Te od wina są jakieś inne – nie mają szarf. A angole nie mają szans. Po występie początkującej grupy prestidigitatorskiej robi

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Sponsor wieczoru — czytnik · opowiadania