Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 6 min czytania

Spostrzegłem to zupełnie przypadkiem

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Spostrzegłem to zupełnie przypadkiem. Właśnie wiązałem rozwiązane sznurowadło na ulicy, kiedy nagle podniosłem głowę i moje oczy zostały oślepione przez błysk światła słonecznego odbijającego się od okularów łysawego gościa, który robił to zbyt nachalnie. Zauważył i zniknął pospiesznie w tłumie. Wzruszyłem ramionami i przeczesałem dłonią włosy, bo a nóż jakiś liść albo papier? Jednak to nie było to. Nie to. Potem w sklepie sprzedawczyni obsłużyła mnie jakby poza kolejnością, a kolejka jakby się rozstąpiła. Pewnie, że się ucieszyłem. Któż by się nie ucieszył? A w autobusie dziecko zza pleców mamy i dwie starsze panie nawet nie spuściły wzroku, kiedy spojrzałem na nie pytająco. Ktoś za mną kaszlnął, więc spojrzałem, ale nikogo. I nawet już owych kobiet. Wzruszyłem ramionami. Autobus zahamował. Ktoś mnie wypchnął i jakież wielkie było moje zdziwienie, gdy tłumek ludzi pokiwał niezaprzeczalnie głowami nad moją osobą rozciągniętą niedbale na chodniku. Ja, normalny człowiek, jakże bym mógł przejść nad czymś takim do porządku dziennego? Uciekłem. Biegłem długo, aż zatrzymałem się przy jakimś drzewie w jakimś parku. Próbowałem uspokoić oddech, ale poczułem to znowu i odwróciłem twarz. Nie, nie będę patrzył! Mam ich gdzieś! Nie wiem, o co… Ale tym razem dotknięcie. Dziadek powiedział, że może pomóc, ale kiedy kilka nowych osób pojawiło się w alejce momentalnie odszedł kopiąc mnie przy tym boleśnie w kostkę. Krzyknąłem i już chciałem złapać go za ramię, żeby wytłumaczył czy nawet… kiedy usłyszałem swoje imię. Obudziłem się… Prysznic. Koniecznie zimny, żeby zmył ten głupi koszmar i potem książka w ciepłym fotelu, jakaś gazeta wetknięta niedbale w moją niedbałą dłoń i może pójdziemy na obiad? Chętnie przystałem na ten pomysł, zwłaszcza, że żadnych własnych w tym momencie nie miałem. Jakaś knajpa wegetariańska. Jakaś nowa i tania. Coś sojowego i kiedy kucharz wielką chochlą nakładał ryż zobaczyłem, że przygląda się jakoś dziwnie i szepce. Szepce do mnie, żebym się nie odwracał, bo oni patrzą i najlepiej wiał. Uciekał ile sił. Jednak już nie mogłem zapytać dlaczego, ponieważ więcej ryżu na moim talerzyku się nie mieściło. Powiedziałem jej, że muszę coś załatwić i zobaczyłem wyraz zdziwienia na jej twarzy, ale był on jakiś za wczesny i to jej mrugnięcie gdzieś tam. Niemożliwe. Ulica pełna ludzi i jeszcze ona? Patrzą? Niech patrzą. Ja też będę. Prosto w twarz! A macie! Macie! Nie odpowiadają? Spuszczają głowy? Dlaczego? Dlaczego nikt mi nie powie, czemuż tak się dzieje?! Aaa… za plecami. Za plecami patrzą. Czuję, jak wytykają palcami i co jakiś czas ktoś zbyt nachalnie, tak, że przypadkiem dotyka…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%