Inne · 3 min czytania
Spotkanie towarzyskie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Miasto o chaotycznym rozkładzie głównych arterii, z których odbijajły węższe aleje. Na skrzyżowaniach wyrastały ekscentryczne wieżowce wzniesione ze stu procentowej wełny, pustego walcowatego plastiku oraz stert celulozy. Struktury metropolii sięgały od samych drzwi, po wszystkie ściany pokoju. Aglomeracja pławiła się w mroku, świecące znad biurka Słońce jedynie podkreślało jego posępną atmosferę. Na rozszalałej tafli morza, wśród pary poduszek siedział chłopak. Guliwer rozłożył się na jednej z południowych dzielnic miasta. Nadeszła krocząc poprzez industrialny labirynt. Aksamitna szata przesłoniła miasto kurtyną nocy. Otaczała ją aura antracytu. - W końcu… Czy Bóg istnieje? – zapytał bez pardonu chłopak. - Czy zawsze i tak nieustępliwie, musisz zadawać to pytanie wszystkiemu co potrafi odpowiedzieć? Atmosfera była niezwykle napięta. Napięta jak sznur pod którym wisi ciało. Zajęła fotel. Usiadła głęboko, rozkosznie wtulaiła się w skórę. W którymś z żywotów musiała być kotem. Zahaczył o nią spojrzeniem. Relatywnie rzecz biorąc była śmiertelnie piękna. Zastanawiał się - Kiedyś... Ktoś dał mi do zrozumienia, że śmierć jest kapitulacją przed światem. - Zaczął chłopak. - Przypominam sobie, długo o Tobie myślałyśmy… Coś się stało? Rozbolał Cię brzuch? Może jakiś…