Fantastyka · 3 min czytania
Spóżnialski
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Spojrzałem przez szybę i na chwilę zaparowałem widok własnym oddechem. Czapka uginała sie pod ciężarem stopionego śniegu, a buty tonęły w kupie śniegu usypanej koło przystanku. Spóźnia się. Rozglądając się nerwowo, to w lewo, to w prawo, tupałem z zimna butami o chodnik. - Szybciej - powiedziałem sam do siebie. Obok mnie przejeżdzający samochód ostro zahamował. Kilka osób na przejściu obrzuciło kierowcę obelgami. Orzeźwiło mnie to trochę, jednak po chwili znów wróciłem do stanu błogiej nieważkości. Stoję na śniegu, a kolorowe plakaty krzyczą do mnie, PRZYJDŹ, ZOBACZ, KUP, WEŹ UDZIAŁ, a ja wciąż stoję i czekam. Na przeciwko supermarket, automatycznie otwieranymi drzwiami, zaprasza mnie do środka. Nie wchodzę. Stoję na przystanku i czekam. A on... Spóźnia się. Mroźny wiatr porywa do lotu leżący śnieg i rozdziela go w locie na płatki uderzające w twarz. Temperatura się chyba podnosi. Znów obróciłem się w stronę wystawy. Przysunąłem nos do szyby. Oddech. Szyba zaparowała. - Panie, chcesz pan coś? - kioskarka zza szybki krzyknęła w moją stronę. - Co? - zapytałem zdezorientowany. - Facet, ja zamykam - zirytowała się - chcesz coś to się decyduj. To zamykaj, pomyślałem. Ścisnąłem mocniej długi papierowy przedmiot w ręce. Spojrzałem w dół. Jak płatki śniegu, opadały