Komedia · 4 min czytania
Spóźnienie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Szanowna Pani Profesor! Dlaczego znów straszy mnie Pani kolejną wizytą w gabinecie dyrektora, kolejną naganą w dzienniku lub, dla odmiany, kolejnym telefonem do rodziców? Z powodu jednego, głupiego spóźnienia? Wiem, że to już piąty raz w tym miesiącu, nie musi mi Pani przypominać… Wiem, że dziś trzeci marca, wiem… Niech Pani siedzi spokojnie i da mi powiedzieć! No. Od razu lepiej. Otóż widzi Pani – to nie było takie zwykłe spóźnienie. Co to, to nie. Chcę już na początku zaznaczyć, że nie będę wymyślać jakichś durnych, wyssanych z palca bajeczek typu „przepraszam, budzik mi nie zadzwonił” , czy „mój Boże, znowu uciekł mi autobus!” . Nie. Dziś opowiem Pani najprawdziwszą historię. Straszną, ale prawdziwą.
Otóż, hm…. Eee… To było tak… Proszę mnie nie popędzać, muszę się skoncentrować! No. A więc. Dzień jak co dzień. Idę sobie spokojnie do szkoły, macham plecaczkiem, nucę piosenki harcerskie, ptaszki śpiewają, kwiatki pachną, żule piją jabola przed monopolowym… A tu nagle słyszę AAAAAAAAAAaaaaaaaa!!! Matko Boska, myślę, co się dzieje? Wtem moim oczom ukazał się przerażający widok – oto jakąś nieszczęsną starowinkę wychodzącą z Grama napadł przedszkolak w pończosze na głowie! Brutal wyrwał babuni koszyk z zakupami (a konkretniej to z saletrą potasową, cukrem pudrem i zapałkami, po co jej to było?) i rzucił się do ucieczki. Myślę sobie - nie można patrzeć obojętnie na przemoc i agresję! Zero tolerancji! Kierowana obywatelskim obowiązkiem, ale również mając w pamięci Pani słowa na temat altruizmu i poświęcenia, pognałam za złoczyńcą w stronę placu zabaw. Młodemu najwyraźniej nieco przeszkadzała pończocha – co i rusz obijał się o latarnie i potykał o krawężniki. Prymitywna ta dzisiejsza młodzież, nie sądzi Pani? Nawet porządnego napadu nie umieją przygotować. Zamiast zawczasu uszykować jakąś hulajnogę, kominiarkę uszyć, potrenować w domu, to oni wszystko tak na pałę… To znaczy… chciałam powiedzieć – bez…