Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Rodzina · 6 min czytania

Spóźnione

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Czy my zawsze musimy się spóźniać, mamo? – spytała z wyrzutem Konstancja. Siedziała w przestrzennym samochodzie na skórzanym, miękkim fotelu obok kierowcy. Twarz miała zwróconą w stronę okna. Wpatrywała się w stojące auta i próbowała popędzać je siłą woli. Zmarszczyła mocno brwi i co jakiś czas zamykała oczy modląc się, że gdy je otworzy, jezdnia będzie pusta.

- Przykro mi, ale korka nie ominiemy skarbie – rzekła bez większego przejęcia pani Makowska. Uśmiechnęła się do swojego odbicia w lusterku samochodu, po czym założyła nowo-pofarbowane włosy za ucho.

- Wcale nie jest ci przykro – odburknęła Konstancja. Wzięła z tylnego siedzenia samochodu swoją szczęśliwą czapkę z daszkiem i nałożyła ją na głowę. Po części po to aby mocne słońce nie świeciło jej w oczy, a po części po to aby matka nie widziała grymasów na jej twarzy. Wykrzywiła usta i nadymała policzki mrucząc pod nosem obietnice mamy mówiące o tym, że dziś na pewno nie będzie korków.

- Jak możesz tak mówić? – pani Makowska wydobyła z siebie najbardziej oburzający ton na jaki było ją teraz stać. Nie brzmiał on zbyt przekonująco. Konstancja pomyślała, że jej matka w ogóle nie nadaje się na aktorkę, którą niegdyś chciała zostać. Tak przynajmniej mówił dziadek.

- Obie doskonale wiemy, dlaczego teraz stoimy w korku.

- My i tysiąc innych osób na tej ulicy – uściśliła.

- Nie zbywaj mnie – jęknęła Konstancja, - gdybyśmy wyszły chociaż czterdzieści minut wcześniej jak cię prosiłam, najprawdopodobniej korek w ogóle nie złapałby nas. A nawet gdybyśmy stanęły w korku, to z zapasem prawie godziny, na pewno nie spóźniłybyśmy się. Ale nie! Ty musiałaś... No właśnie, czym byłaś zajęta?

- Musiałam przejrzeć kilka propozycji projektów na poniedziałek.

- Na poniedziałek? Przecież mamy dopiero sobotni ranek!

- Wyjeżdżasz na dwutygodniowy obóz, proszę cię, nie rozstawajmy się w niemiłej atmosferze – pani Makowska tym razem nie uśmiechnęła się do swojego odbicia, a do córki.

- Autokar odjeżdża za siedem minut, a dojazd bez korków zająłby nam co najmniej dziesięć. Możesz być szczęśliwa, nigdzie nie pojadę.

- Co ty opowiadasz? Przecież wiesz, że jak ty jesteś szczęśliwa, ja też jestem szczęśliwa. A jak ty jesteś smutna, to i ja.

- Yhy... – burknęła Konstancja.

- A poza tym, sama mogę cię tam odwieźć. Ominiesz niemiłą, niewygodną i niewyobrażalnie długą jazdę autobusem, a my spędzimy ze sobą więcej czasu. Widzisz, w każdej sytuacji można znaleźć plusy.

Konstancja wcale nie była zadowolona z takich plusów. Najprawdopodobniej wyląduje w domku z życiowymi ofiarami, bo już tylko tam będzie wolne łóżko. Przyjmą ją do najgorszej drużyny. Cały obóz okaże się porażką, a o swoim wymarzonym gimnazjum nawet nie będzie musiała myśleć. Możliwe, że matka pomyli drogę i na obóz dotrze dopiero jutro. Albo wcale.

I tak coraz pochmurniejsze myśli okalały głowę Konstancji.

Po długiem czasie milczenia pani Makowska zdjęła córce czapkę z głowy i z powrotem położyła ją na tylne siedzenie. Miała…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%