Fantastyka · 5 min czytania
Sprawy Emera Bardimera
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Pan Emer Bardimer jak mniemam, tak? Niski osobnik w grubej, podszytej owczą wełną kurcie i szerokich, wyświechtanych spodniach wciśniętych niedbale w robocze buty, stał na progu magazynu, kurczowo ściskając w dłoniach stary kaszkiet. Wyglądał raczej na obdartusa niż na bogacza, a jego strój świadczył o tym, że pewnie przeszedł już niejedno. Oślepiająca łuna zachodzącego słońca, zalewająca całe niebo za jego plecami, uniemożliwiała dokładne przyjrzenie się rysom jego twarzy, pozostawiając ją w cieniu. Emer obrzucił go więc jedynie przelotnym spojrzeniem i powrócił do wertowania listy, którą właśnie trzymał w dłoniach. - Emer Bardimer, czy dobrze rozumuję? – powtórzył przybysz równie nerwowym głosem, co za pierwszym razem. - We własnej osobie – odpowiedział pan Bardimer, ponownie podnosząc wzrok i mrużąc oczy, próbując przyjrzeć się nowemu gościowi. – Czemuż zawdzięczam tę wizytę? - Zajmę panu tylko chwileczkę – powiedział szybko przybysz, postępując krok naprzód i zaraz przesuwając się w bok, pod ścianę składziku. Kiedy już znalazł się w środku, łatwiej było przyjrzeć się jego twarzy, na którą składały się pucołowate policzki, małe, ciemne oczka, kartoflany nos i wydatne usta. Była to zdecydowanie twarz przywykła do zaglądania w kufel, i to nie w kufel wypełniony trunkami najlepszego sortu. - A z kim mam przyjemność, jeśli pan pozwoli? - Moje nazwisko nic panu nie powie – odpowiedział niski człowieczek, nagle zmieniając ton na dużo bardziej spokojny i pewny. – Przybywam z propozycją i to nie byle jaką. - Tak? A cóż to za propozycja? - Zdecydowanie nie do odrzucenia. Wolałbym jednak porozmawiać o niej w nieco bardziej ustronnym miejscu i w miłej atmosferze, więc jeśli łaska, proszę, niech pan prowadzi do gabinetu. – Gość wyciągnął dłoń, w której wciąż ściskał czapkę, i serdelkowatym palcem wskazał na schody prowadzące na pięterko. - Chciałbym zauważyć, że to mój gabinet i to ja decyduję, kiedy kogoś do niego zapraszam – odparł gniewnym tonem gospodarz – Teraz natomiast, jak widać, jestem poważnie zajęty innymi sprawami i nie w smak mi, by mi przerywano. - To kwestia naprawdę ważka, nalegam… - Ponownie głos nieproszonego gościa zabrzmiał niepewnie i strachliwie, a sam przybysz jeszcze bardziej skurczył…