Sprawy Emera Bardimera
Kupca Emera Bardimera odwiedza dziwny gość... Czego chce?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Pan Emer Bardimer jak mniemam, tak? Niski osobnik w grubej, podszytej owczą wełną kurcie i szerokich, wyświechtanych spodniach wciśniętych niedbale w robocze buty, stał na progu magazynu, kurczowo ściskając w dłoniach stary kaszkiet. Wyglądał raczej na obdartusa niż na bogacza, a jego strój świadczył o tym, że pewnie przeszedł już niejedno. Oślepiająca łuna zachodzącego słońca, zalewająca całe niebo za jego plecami, uniemożliwiała dokładne przyjrzenie się rysom jego twarzy, pozostawiając ją w cieniu. Emer obrzucił go więc jedynie przelotnym spojrzeniem i powrócił do wertowania listy, którą właśnie trzymał w dłoniach. - Emer Bardimer, czy dobrze rozumuję? – powtórzył przybysz równie nerwowym głosem, co za pierwszym razem. - We własnej osobie – odpowiedział pan Bardimer, ponownie podnosząc wzrok i mrużąc oczy, próbując przyjrzeć się nowemu gościowi. – Czemuż zawdzięczam tę wizytę? - Zajmę panu tylko chwileczkę – powiedział szybko przybysz, postępując krok naprzód i zaraz przesuwając się w bok, pod ścianę składziku. Kiedy już znalazł się w środku, łatwiej było przyjrzeć się jego twarzy, na którą składały się pucołowate policzki, małe, ciemne oczka, kartoflany nos i wydatne usta. Była to zdecydowanie twarz przywykła do zaglądania w kufel, i to nie w kufel wypełniony trunkami najlepszego sortu. - A z kim mam przyjemność, jeśli pan pozwoli? - Moje nazwisko nic panu nie powie – odpowiedział niski człowieczek, nagle zmieniając ton na dużo bardziej spokojny i pewny. – Przybywam z propozycją i to nie byle jaką. - Tak? A cóż to za propozycja? - Zdecydowanie nie do odrzucenia. Wolałbym jednak porozmawiać o niej w nieco bardziej ustronnym miejscu i w miłej atmosferze, więc jeśli łaska, proszę, niech pan prowadzi do gabinetu. – Gość wyciągnął dłoń, w której wciąż ściskał czapkę, i serdelkowatym palcem wskazał na schody prowadzące na pięterko. - Chciałbym zauważyć, że to mój gabinet i to ja decyduję, kiedy kogoś do niego zapraszam – odparł gniewnym tonem gospodarz – Teraz natomiast, jak widać, jestem poważnie zajęty innymi sprawami i nie w smak mi, by mi przerywano. - To kwestia naprawdę ważka, nalegam… - Ponownie głos nieproszonego gościa zabrzmiał niepewnie i strachliwie, a sam przybysz jeszcze bardziej skurczył…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Kyroman
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…