Inne · 7 min czytania
Spryciarze
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nadzieja Porąbaniec po raz kolejny mocno psiknęła posyłając krople śliny na zgrabny stosik książek ułożony przed jej twarzą. - Dawno tu nie odkurzałam. To fatalnie. Było piękne sobotnie popołudnie, jeden z tych nielicznych w roku dni, kiedy Nadzieja postanawia robić coś konstruktywnego. Dziś padło na uporządkowanie szafy z książkami. Zaledwie pięć półek osobistych woluminów, ale Nadzieja była dumna. Całe życie przed nią, kiedyś będzie miała bibliotekę na cały pokój. Teraz postanowiła ułożyć swoje zbiory według jakiegoś ustalonego porządku. Nie wiedziała tylko jakiego. Było tyle różnych możliwości. Banalne: autorami, tytułami (chociaż nie posiadała dwóch książek o takim samym tytule), alfabetycznie autorami, alfabetycznie tytułami (to już było łatwiejsze). Problem też sprawiało fakt, że jeśli wybrałoby się opcję autorzy-tytuły – którzy mają iść na początek – odrzucając opcję alfabetyczną. A może wziąć pod uwagę gatunek i rodzaj książki? Albo wydawnictwo i rok wydania? Lub też podzielić na te ulubione (trzy wyższe półki) i mniej ulubione (dwie ostatnie półki), bo zakładała, że skoro to już są jej książki, to wszystkie lubić musi. Albo jeszcze inaczej: dzielić według tego, jak która jest zniszczona. Jest też opcja – ułożyć kolorystycznie, ale z tego raczej zrezygnuje. Od kiedy swego czasu ułożyła ubrania w szafie właśnie kolorystycznie i wyszło jej, że trzy czwarte szafy tonie w mroku czarnych ubrań –rezygnowała z układania czegokolwiek kolorystycznie. Bała się, że znowu okaże się strasznie mroczna. - Przerasta mnie to – Nadzieja wierzchem dłoni otarła resztki śliny z twarzy. Jak zwykle przeszła jej ochota do generalnych porządków akurat w środku sprzątania. - Cholera by to wzięła. Parszywie mi się nie chce już – bądź co bądź wywalenie wszystkiego z półek na ziemie było dość pracochłonną czynnością. Diabelsko się uśmiechnęła. Chwyciła słuchawkę telefonu. Bardzo szybko wystukała numer do Zbysia Bibusa. Miała to opanowane do perfekcji. Kiedyś w przypływie tęsknoty, ale odpływie środków finansowych, wyobrażała sobie, że dzwoni do ukochanego. Raz po raz wykręcała numer – nie pozwalając jednak na połączenie. Sama wydawała z siebie charakterystyczne bipanie, a potem rozmawiała z wyimaginowanym Zbysiem. Zaprzestała tej zabawy, gdy telefon rozdzwonił się tuż przy uchu, przyprawiając o lekki zawał i pierwsze stadium głuchoty. Teraz sygnał rozległ się naprawdę. - Tak, słucham? – na dźwięk basowego głosu Zbysia majtki same spadały na ziemie. - Zbyszek, kochasz mnie? – Nadzieja postanowiła od razu przejść do rzeczy. Z facetami trzeba twardo. - Tak, oczywiście. A co chcesz? – Zbysio nie był głupi. Doskonale poznawał ten ton. Wiedział, że będzie wykorzystywany jako mężczyzna, ale niekoniecznie tak, jakby sobie tego życzył. - Nic, zupełnie nic... – Nadzieja w brzmienie głosu wlała całą słodycz jaką w sobie miała - ...potachałbyś mi tony książek? - Wiedziałem... - No co. Jesteś mężczyzną. Od tego właśnie jesteście. Ty musisz polować, a ja dbać o ognisko domowe. Tak było od zawsze. Możesz mi chyba czasami coś ponosić i poukładać, prawda? Ja też ci czasami coś gotuje... – przekonywała. - Misiuuuuuu