Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Historia · 7 min czytania

Stoik

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Fragment dziennika Sylwii Borkowskiej Warszawa, 12 stycznia 1943

Nie wierzę. Trzymamy się jeszcze. Nie wiem, jak. Ale jakoś. Ciotka, wciąż lecząc swoją ranę, umiera z niepewności, zresztą jak wszyscy. Gdzie jest Helena? Nieszczęśnicy, którzy zdecydują się na AK, nie mogą kontaktować się z rodziną. Nie wiemy, gdzie jest, jaki ma pseudonim, kim są jej przyjaciele. Pewnie gdzieś jest w Warszawie, a może nie. Może metr pod ziemią, może na Szucha, albo na Pawiaku. Może w szpitalu, gdzie leczą jej jakieś rany po strzelaninie. Nie wiemy. I z drugiej strony nie chcemy wiedzieć. Boimy się. Tata jest w niewoli. Tak mówią ludzie, którym udało się uciec stamtąd. Że polskich oficerów Ruskie wywieźli gdzieś w głąb ich kraju. A może zabili? Dobrze, że mama funkcjonuje na poziomie bliskim roślinie, bo umarłaby ze strachu i niepewności. Ah, mama. Pogorszyło się jej i to bardzo. Może to i okrutne, ale wolałabym, żeby był tu jakiś porządny szpital psychiatryczny, bo mam dość, mimo że zaciskam zęby i nie mówię nic, jak prawdziwy stoik. Kiedyś jeszcze się uśmiechała, ale teraz na tej ziemi jest obecna tylko ciałem, duchem już w ogóle. Aż strach spojrzeć jej w oczy! Są takie szkliste, takie bez życia, takie zapatrzone w coś, czego my nie dostrzegamy. Mama! Gdyby nie to, że kiedyś, kiedy byłyśmy jeszcze zgodnymi siostrami, przysięgłyśmy z Heleną być stoikami i nie popadać w skrajności, dawno wpadłabym w depresję. Próbuję zebrać rodzinę do kupy. Ale Anita zajęta jest ratowaniem Żydów gdzieś w mieście, Kasia gdzieś wychodzi na wiele godzin, a wuj wciąż kłóci się z ciocią i czyta gazety. Te jego komentarze.. Czasami naprawdę żal mi Rusków, Niemców i masonów, kiedy go słucham. Te epitety! Pan Zagłoba z „Trylogii” wiele mógłby się nauczyć od wuja! Wszystkie te „zerwipludry”, „psiejuchy” i tak dalej przy wujkowych nazwach są niczym. Nie będę cytować, bo nie jestem siostrą i nie przeklinam. Tak, czytam Sienkiewicza. I Goethego (chociaż Lottę, Wernera i innych typów z jego książek to niech cholera zamorduje za to, że są Niemcami). Nie daję się bólowi i strachowi. Z uśmiechem znoszę to, że muszę teraz wszystko robić. Że muszę prać gacie. Że muszę robić obiad. Że muszę chodzić do pracy. Że widzę te wszystkie widoczki. Ostatnio, kiedy szłam ulicą, biegł po ulicy jakiś dzieciak i wpadł na oficera SS, nieomal go nie przewracając. Całkiem przypadkowo. Tamten szedł z jakąś zawoalowaną damą i coś do niej szwargotał, więc kiedy chłopczyk buchnął w niego, Niemiec był zły jak nie wiadomo co. Krzyczał, wyjął pistolet i strzelił. Nie patrzyłam na to. Zamknęłam oczy, widziałam tylko krew rozpryskującą się we wszystkie strony. Zaraz z bramy wybiegła matka. Wrzeszczała, wyrywała sobie włosy z głowy. A Szwab nawet nie zwrócił na nią uwagi, tylko pociągnął za sobą partnerkę, która próbowała pocieszyć tę kobietę. Uciekłam stamtąd. Nie miałam siły nawet o tym myśleć. Chciało mi się płakać, ale przypomniałam sobie, że ból mam znosić w milczeniu. Dumnie. Nie mam go pokazywać. Mam z nim żyć. Nauczyć się żyć w tym świecie. Przeżyć go. Jesteś stoikiem, Sylwio. Czy chcesz skończyć tak jak twoja mama? Bycie stoikiem

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Stoik — czytnik · opowiadania