Zbrodnia · 4 min czytania
STRYCZEK WIEKUISTY
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ciemno granatowe niebo rozpostarło się nad moją głową, otoczony szarością, spowity chłodem, oczekuję. Po mej lewicy, słońce przecina granat, krwiste, czerwone pręgi rozdzierają nieba skłon na części. Wszystko w szyderczym demonicznym spektaklu idealnie dopasowane.Trawa na której stoję czarno brunatna wymieszana z błotem, zdaje się w oddali łączyć i spółkować z niebem. Ciągnie się lekko unosząc jakby zalotnie, jednak zdecydowanie, dzielona jedynie klinami zaoranej ziemi by spotkać ukochany - Horyzont ledwie dostrzegalny, odległy. Na tej piekielnej dolinie, posadziła czyjaś dłoń, dwie jarzębiny. Zamykają kochanków między swe pnie, a korzenie i konary, są powiernikami i ziemi i nieba. Odarte z liści stoją nagie ,przyozdobione na wpół zgniłymi, na wpół zeschniętymi koralami, wyblakłymi w słońcu. Kilka metrów dalej, nieco na prawą, stoją wierzby, piękne, dostojne. Stare drzewa majestatycznie górują nad resztą. Pnie wydają się być najjaśniejszą częścią krajobrazu, wyraźnie odcinają się białe pasy. Szumią mądrością wieków. Czarne wrony uplotły w ich włosach gniazda. Drażnią oko, są jak korony cierniowe wśród delikatnych gałązek wierzb. Kraczące ptaszyska krążą wokoło bez celu. Powaga tej jednej chwili obudziła zmysły ptaszysk. Wrzask potęguje grozę, mrok zapada zwolna, spektakl trwa. Podchodzę do jarzębiny, opuszkami palców gładzę korę. Delikatnie, pieszczotliwie wędrują dłonie po spękanym pniu drzewa. Przymykam oczy wsłuchując się w demoniczny wrzask wron. Dreszcz grozy przebiega moje ciało, oczy wypełniają łzy. Nie hamuję już płaczu, życie ciśnie mi słone krople na policzki.…