Aktualności · 3 min czytania
Strzał w stopę, czyli gra na sentymentach
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kilka dni temu, po świąteczno-noworocznej posusze, w mediach wystąpił znany z wcześniejszych co najmniej dziwacznych wypowiedzi rzecznik jednej z partii, tej z kilkunastoprocentowym poparciem. Tej, która raz to stara się być nowoczesną socjaldemokracją na modłę francuską czy niemiecką, a drugim razem wychwala miniony reżim jako bardzo ludzki, jakże pro obywatelski.
Gdy kilka lat temu Sojusz Lewicy Demokratycznej połączył swe siły z Unią Wolności i powstał nietrwały (niestety) twór nazwany Lewica i Demokraci, łudziłem się, że wreszcie będzie w kraju partia, na którą mógłbym oddać głos nie tylko ze względu na sentymenty…
Właśnie sentymenty — złotousty rzecznik dzisiejszej lewicy (Ruch Palikota trudno ugrupowaniem politycznym, to błazenada, na którą przez chwilę także i ja się nabrałem) zaproponował, by jedno w warszawskich rond czy skrzyżowań nazwać imieniem Edwarda Gierka. Pretekstem miałaby być przypadająca w tym roku rocznica urodzin tego „męża stanu”. Stuletnia rocznica. Niby nic nowego. Ustawa dekomunizacyjna utknęła w martwym punkcie, stery w SLD przejął cynik i hochsztapler Leszek Miller, ci młodzi (Olejniczak i Napieralski) okazali się bezpłciowi, więc towarzysz Gierek (ciekawe, czy przewraca się w grobie) stał się nową ikoną, nowym sposobem na walkę z kryzysem… Kryzysem rządzących w kraju już kolejną kadencję. Byli tacy, którzy twierdzili, że owy towarzysz zastał Polskę drewnianą i zostawił murowaną. Są i tacy, którzy pamiętają, że długi gierkowskie Polska…