Filozofia · 4 min czytania
supernatural- sorrow
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dean siedział w fotelu, odpływając gdzieś poza otaczającą go rzeczywistość. Lisa i Ben siedzieli obok i oglądali telewizję. Teraz to oni byli jego rodziną. Wychylił łyk ze szklanki którą trzymał w dłoni. Wzdrygnął się i zmarszczył czoło. Wstydził się samego siebie. Uciekał od problemów w alkohol, od jakiegoś czasu nic innego mu nie wychodziło. Myślami wrócił do tego fatalnego dnia, kiedy w swoim mniemaniu stracił wszystko. Znów powrócił na to cholerne pustkowie. Przed oczami staną mu Adam, którego chwilowo przywłaszczył sobie Michael... i był tam też Sam, a raczej ten sukinsyn Lucyfer. Nie potrafił o nim myśleć inaczej, choć dobrze wiedział, że to wciąż był jego brat. Ta świadomość bolała go najbardziej. Sammy był samym centrum tego, gdy rozpętało się to piekło. -To wciąż był mój brat, a ja nie potrafiłem mu pomóc...- wyrzucał sobie. Paradoksalnie, to Anioły, nie demony na które tak zapalczywie razem polowali, ściągnęły na nich przekleństwo. Pamiętał ten moment, kiedy na chwilę odzyskała Sama, kiedy przez tą krótką chwilę znów widział w nim brata. Pamiętał nazbyt dobrze ten strach w jego oczach. Wciąż widział jego przerażone spojrzenie, nawet przez sen, kiedy zlany potem budził się z koszmarów. -To ja powinienem tam być zamiast niego, to ja miałem go chronić i nawaliłem, spieprzyłem jedyną ważną rzecz, jaką miałem do zrobienia...- za nic nie potrafił sobie tego wybaczyć. Sam oddał za niego życie, bez wahania, to była jego decyzja. Nawet teraz mu nie pomagał, chociaż mógłby. Nie robił tego, chociaż pokusa ponownego…