Inne · 4 min czytania
Świat kocha przegranych
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wielki metalowy królik szepnął:
- Anarchia - jego głos zakołysał się w powietrzu, by zaraz opaść na trawę, jak rosa. W jasnych oczach zabłyszczało szkło, które pokaleczyło gałkę oczną, ale królik nadal się uśmiechał, jakby odcięty od krzyczącego w nim bólu. Pobliskie drzewa zaszumiały, szczęśliwe, że zagubiona część układanki się odnalazła i leży przed nimi, a szczęście i pełnia świata właśnie się odradza. Powietrze stało się słodkie, przesłodzone, jak wata cukrowa powoli rozpływająca się na języku, wnikająca w niego jak woda w gąbkę. Wielki królik wpatrywał się w spokojne niebo, wzdychając i rozciągając wąskie, fioletowe wargi w uśmiechu szczęśliwego dziecka, które właśnie odnalazło swoją ukochaną, zagubioną zabawkę i wreszcie może spać spokojnie. Anarchia, anarchia, anarchia, ANARCHIA, wciąż dźwięczało mu w uszach, jak słodka kołysanka, jak słowa ociekające miłością, tą prawdziwą i jedyną, zakorzenioną głęboko w jego małym, schorowanym i popękanym sercu szaleńca, pieprzonej autostradzie wyidealizowanych uczuć. Tuż obok, na wielkim drewnianym stole stał wysoki karzeł z uniesioną do góry ręką, w dłoni ściskając pobrudzony ciastem widelec. Wyglądał jak wizja statuy wolności jakiegoś pomyleńca, który swoje wytarte i pomięte sny przeniósł na płótno. Skóra karła wyglądała jak pognieciony papier, włosy były matowe i przerzedzone, jakby ich spora część wypadła podczas czesania. Tylko oczy lśniły blaskiem tak silnym, że rozproszyłby i zniszczył każdą ciemność. Karzeł wyglądał jak dziecko uwięzione w ciele starca, jak dziecko, które jest zadowolone z zaistniałej sytuacji, które oddałoby wiele, by nic się nie zmieniało.
- Patrz jak wszystko szuka okazji - czyjś słodki głos pokruszył się w zastałym powietrzu. Ktoś podszedł i wyjął z…