Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Rodzina · 7 min czytania

Świąteczna opowieść

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Początek grudnia to okres, w którym bardzo silnie zaczynamy odczuwać nadchodzące święta Bożego Narodzenia. Choinki i lampki na ulicach, biały puch, który przykrywa okolice, a także wesołe sylwetki mikołajów w czerwonych kubraczkach, z dużym brzuchem i jeszcze większym workiem prezentów, tak bardzo oczekiwanym przez najmłodszych. Jest to również czas wyjątkowych smaków i zapachów: pieczonych pierników, woni goździków wbitych w świeżą pomarańczę, gorącego barszczu z uszkami, potraw rybnych, sałatek – prawdziwy raj dla zmysłów. Najważniejsze jest jednak to, że w czasie Świąt jesteśmy blisko tych, których kochamy. Okazujemy im najszczersze uczucia, z którymi nieraz nosimy się cały rok. Zajęci, zabiegani, znajdujemy wreszcie czas dla najbliższych. Nie zawsze jednak są oni w pobliżu…

Julia siedziała właśnie na łóżku, nad kubkiem gorącej herbaty, w całkowitej ciszy. Ciasny pokoik, z niewielkim oknem wychodzącym na wschód i paroma, nadgryzionymi zębem czasu meblami, był obecnie jej nowym domem. Rok temu opuściła swój kraj, żeby podjąć studia za granica i wciąż z trudem odnajdywała się w nowej rzeczywistości. Jej sny były niespokojne. Nieraz budziła się w nocy, a nie mogąc znów zasnąć, wstawała żeby popatrzeć na pustą i zupełnie obcą ulicę. Czasem ktoś, nieco chwiejnym krokiem, wracał do domu, innym razem przejechał samochód, ale chwile później okolica znów milkła.

Sącząc napar z dodatkiem konfitury wiśniowej, Julia rozmyślała. Miała gdzie mieszkać, pracowała, studiowała, a czasem nawet udawało jej się spotkać z jedną z koleżanek z uczelni. Cały czas jednak czuła w sercu pustkę. Czegoś jej brakowało. Spojrzała na kalendarz – plastikowe, ruchome okienko wskazywało 6 grudnia. "Mikołajki" - pomyślała w duchu - "W sumie, dzień, jak co dzień". Dodało jej to otuchy, choć w głębi serca wiedziała, że nie będzie miała komu podrzucić w nocy podarku, ani z rana nie będzie na nią żaden czekał, ale po tym jak zapomniano o jej urodzinach, nie oczekiwała tego dnia niczego wyjątkowego. Poniekąd pogodziła się już z samotnością.

Odstawiła kubek na szafkę, wstała z łóżka i podeszła do okna. Na szybie widoczne były pierwsze krople deszczu. "Oby ten dzień szybko zleciał" - myślała po cichu. Liczyła dni do powrotu do domu, a ponieważ każdy był podobny - ciągnęły się niemiłosiernie. Z zamyślenia wyrwał ją dopiero warkot silnika. Ujrzała przez okno pojazd, do złudzenia przypominający samochód pocztowy, który zatrzymał się po przeciwnej stronie ulicy. Z zaciekawieniem obserwowała, jak wysiadł z niego drobny, starszy człowiek, który następnie sięgnął po leżącą na przeciwległym siedzeniu, niewielką paczkę. Julia spojrzała na zegarek - wskazywał godzinę 18:43. „O tej godzinie nikt już nie rozwozi przesyłek !” – pomyślała. Postać, trzymająca w dłoniach niewielkie pudełko, rozłożyła parasol i udała się w kierunku domu, w którym mieszkała dziewczyna. Chwilę później Julia usłyszała dzwonek do drzwi, lecz nie poszła ich otworzyć. Nie spodziewała się, że mogło to być coś dla niej. „Zapewne dla Martina, albo Christine” – pomyślała. Jeden z jej współlokatorów otworzył drzwi i na dole dawała się słyszeć rozmowa. Julia rzuciła się z powrotem na łóżko, rozmyślając, jak miło by było, żeby ktoś pomyślał jednak tego dnia i o niej. W pewne chwili usłyszała wołanie z dołu – „Julia ! There’s a package for You !”. Znajomy głos Martina brzmiał tak, jakby sprawa nie cierpiała zwłoki. Julia szybko zbiegła na…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%