Psychologia · 5 min czytania
Świątynia myśli
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Świątynia... Ojcze pozwól mi się rozpłynąć Dotknąć blasku i zatopić się w nim po brzegi Przestałem się modlić Modlitwa, Ha czym ona jest? Poszedłem do sklepu. Usiadłem na trawie. Na niebie chmury; białe, czarne i różowe. Czarne od łez, różowe od szczęścia Trawa. Jest bardzo miękka. Można się w nią wtulić. Jej zapach, dotyk. Miękka i świeża. Jak matka natura. Namiętna? A potem brutalna... gdy zdajesz sobie sprawę, że jest tylko trawą. Dumałem. Popatrzyłem na dziewczynę na skwerze. Razem z koleżankami kupowała lody. Śmiała się. Ładna była. Wyobrażałem sobie jakie jest jej życie. Może jest córką bogatego milionera? Może jej rodzicami byli lekarze? Ciekawe czy kiedyś zajdzie w ciążę. Kiedy? Poszedłem prosto przed siebie. Było mi niedobrze od natłoku tych bezsensownych myśli. Były one obdarte ze skóry, nagie i wcale nie estetyczne. Gdzie mogę iść? W tym nudnym mieście? Poszedłem nad rzekę. Mógłbym być czarodziejem i latać. Albo chodzić po wodzie. Czułbym się dumny. Wszyscy ludzie patrzyli by na mnie z podziwem. A ja bym się uśmiechał i mówił. Trzeba uwierzyć, że się umie, a wtedy wszystko jest możliwe. Nie bójcie się uwierzcie w siebie. Wysoko uniosłem głowę. Wyobrażałem sobie, że wszyscy mówią „Patrzcie idzie ten który chodził po wodzie. Kim on jest Bogiem? Synem Bożym?” A ja bym mówił tak : Oto Bóg wstąpił w człowieka. Przyszedłem was nauczać. Uśmiechnąłem się. Znów zacząłem brutalnie marzyć. O czymś co tak naprawdę nawet nie może istnieć. Oczekuję dla siebie siły, mocy, boskości. Ja – Bóg. Powinienem się wstydzić. Wstydziłem się. Kupiłem sobie wodę mineralną. Otrzeźwiła me zmysły. Uporządkowała myśli. Bóg, kim dla mnie jest? Myślałem. I nie dostałem odpowiedzi. Bóg nie przemówił w mojej głowie „To ja Bóg Ojciec!”. Nic się nie stało. Nie ważne – pomyślałem – Bóg, świat; a ja jestem tylko małym człowieczkiem. Chodzę sobie po tym świecie. Bez celu i sensu. Woda... zacząłem fantazjować. Smak wody jest taki przyjemny. I taki chłodny. Wydawało mi się że mokre ciało jest pożądaniem , namiętnością. W tejże chwili zapragnąłem seksu. Teraz chciałem być symbolem namiętności, męskości. Chciałem by wszystkie kobiety wzdychały na mój widok. Rozmarzyłem się. Cóż ale tak nie jest. Nie jestem nawet przystojny. Spojrzałem na siebie, ja symbol seksu, doprawdy…